Za kulisami Edge Chromium

Za kulisami Edge Chromium

 Wojciech Błachno
Wojciech Błachno
10:00
15.05.2019
1398 wyświetleń

Microsoft Edge miał być cudownym lekarstwem na całe zło, którego przyczyną był Internet Explorer. Dawny król Internetu, prekursor surfowania po Sieci stał się pośmiewiskiem. Łatka "programu do pobierania Google Chrome" przylgnęła tak mocno, że Microsoft musiał postawić wszystko na jedną kartę, by udało mu się ją zerwać. Tą kartą była nowa przeglądarka Edge, zaprezentowana wraz z Windows 10 w 2015 roku. Niestety okazała się zbyt słaba, między innymi na skutek kilku błędnych decyzji Microsoftu. Co więcej, Edge nie tyle nie zerwał ze wspomnianą łatką, co dumnie ją odziedziczył.

Edge Chromium

Marne 4 procent rynku przeglądarek w sytuacji, gdy Windows 10 jest najpopularniejszym systemem operacyjnym na świecie, brzmi jak jakieś nieporozumienie. Joe Belfiore w wywiadzie dla The Verge ujawnił, dlaczego Microsoft podjął odważną decyzję o wywieszeniu białej flagi nad Microsoft Edge i przejściu na rozwiązania konkurencji. Efektem tego jest zupełnie nowa wersja Edge Chromium, którą można testować od kilku tygodni, a jej premierę przewidziano na pierwszą połowę przyszłego roku. Pierwsze wrażenia nastrajają bardzo optymistycznie. Co skłoniło Microsoft do podjęcia tak drastycznych kroków i jak wyglądał cały proces decyzyjny?

Proszę państwa, coś tu zdecydowanie nie gra

W 2017 roku Satya Nadella, który od trzech lat stał na czele firmy z Redmond, spotkał się z zespołem odpowiedzialnym za rozwój Edge i postawił sprawę jasno:

Edge jest rozczarowaniem i trzeba coś z tym zrobić. Oczekuję od niego dużo więcej.

Edge miał bardzo mieszane opinie z naciskiem na te negatywne. Microsoft mocno walczył o to, by usprawnić działanie przeglądarki i tym samym zyskać sympatię użytkowników, lecz Google cały czas zwiększało swoją przewagę, a Chrome stał się de facto tym, czym ponad dekadę wcześniej był Internet Explorer.

Po tym spotkaniu z Nadellą zespół zaczął analizować, co jest nie tak z Microsoft Edge. Stworzono dokument, który przedstawiał wszystkie zalety i wady Edge. Wady, opisane w nim nieco eufemistycznie, określone były mianem wiatrów przeciwnych ("headwinds"). Były to rzeczy, które hamowały adaptację Edge na rynku. Zespół zdawał sobie sprawę, że problem nie leży jedynie po stronie technicznej, co sprawiało, że może być o wiele trudniejszy do wyeliminowania.

Edge Chromium

Jednym z najważniejszych problemów, jakie wskazano, była dystrybucja. Może to być zaskakujące, bo przecież Edge jest elementarną częścią Windows 10, który jest jednym z najpopularniejszych systemów na świecie. Paradoksalnie właśnie tu leżał problem, bo Edge jest dostępny tylko na Windows 10. Windows 7, 8 oraz 8.1 nadal mają sporą liczbę użytkowników, którzy są skazani na korzystanie z preinstalowanego Internet Explorera lub po prostu zmuszeni pobrać inną przeglądarkę, którą najczęściej jest Google Chrome.

Edge wpadł w zabójczą pętlę podobną do tej, która pogrążyła Windows Phone i Windows 10 Mobile. Fakt, że Edge wykorzystuje autorski silnik renderujący EdgeHTML, wymusza dodatkową optymalizację stron. Natomiast niewielka liczba użytkowników sprawiła, że twórcy stron nie mają odpowiedniej motywacji, by to robić. Dlatego też Edge nie zawsze działa tak sprawnie, jak powinien. Przeglądarka jest również aplikacją UWP, co spowodowało, że zespół rozwijający Edge był niejako uzależniony od postępów w rozwoju UWP. Rozwiązaniem tego problemu była konwersja Edge na klasyczną aplikację, co pozwoliłoby wprowadzić Edge na inne, niekompatybilne z UWP systemy.

Pora uwolnić Edge

Po zidentyfikowaniu tych przeszkód, jakie stały na drodze do sukcesu Edge, zespół musiał opracować jakieś konkretne, a co najważniejsze - skuteczne rozwiązanie. Jednym z nich było przeniesienie Edge do sklepu Microsoft, gdzie mógłby otrzymywać aktualizacje częściej i byłby niezależny od aktualizacji systemu. Do tej pory przeglądarka jest integralną częścią systemu i jakiekolwiek nowe funkcje czy większe zmiany trafiały do niej co pół roku wraz z funkcjonalną aktualizacją Windows 10. To zdecydowanie za długo i dlatego też Edge zawsze pozostawał w tyle za konkurencją. Tak czy inaczej Microsoft musiał uwolnić swoją przeglądarkę z tych kajdan, które blokowały jej rozwój i adaptację na rynku. Zmiana w klasyczną aplikację Win32 była wręcz niezbędnym krokiem.

Wtedy też pojawiła się pierwsza propozycja wykorzystania Chromium. Po co bezskutecznie walczyć z wrogiem, jeśli można się z nim sprzymierzyć? Microsoft nie miał jednak zamiaru tak łatwo się poddać i chciał po raz ostatni spróbować powalczyć z kwestią kompatybilności Edge. Niestety okazało się, że jest to raczej syzyfowa praca, bo rozwój standardów webowych postępuje tak szybko, że gigant nie ma szans nad tym nadążyć. Po zlikwidowaniu jednego problemu z kompatybilnością okazuje się, że na jego miejscu pojawiło się 10 następnych.

Edge Chromium

Jednym z innych, poważnych źródeł problemów był też sposób organizacji firmy. Kiedy Edge został zaprezentowany, platforma internetowa EdgeHTML i sama przeglądarka były rozwijane przez osobne zespoły. Nie da się ukryć, że nie było to zbyt optymalne. W zeszłym roku w firmie Microsoft nastąpiły spore zmiany - odszedł Terry Myerson, a zespoły Edge oraz EdgeHTML trafiły pod opiekę Joego Belfiore'a. To jeszcze bardziej uwydatniło problemy Edge, ale z drugiej strony ułatwiło pracę nad ich usunięciem.

Zaczęły powstawać pierwsze prototypy nowej wersji Edge, oparte na rozwiązaniach open-source. Zespół chciał sprawdzić, jakie daje to możliwości. Podszedł do tego tematu na dwa sposoby. Jeden z prototypów o nazwie kodowej Blade wykorzystywał istniejącą aplikację Edge, lecz z silnikiem renderującym Blink zamiast EdgeHTML. Jest to silnik wykorzystywany w przeglądarce Chromium. Takie rozmienianie się na drobne nie miało chyba większego sensu i mogło powodować jeszcze więcej problemów z kompatybilnością. Drugi z prototypów poszedł więc o krok dalej - Septagon w całości bazował na przeglądarce Chromium. To okazało się strzałem w dziesiątkę, jednak tak duża i ryzykowna decyzja musiała zapaść na samej górze.

Edge Chromium

Wszystko na jedną kartę

Pomysł zyskał aprobatę wyższego szczebla i przyszła pora na podjęcie pierwszych konkretnych kroków. Jednak kroki te musiały być wykonane niezwykle ostrożnie, bo stawka była wyjątkowo wysoka. Specjalne spotkania, w których udział brali między innymi Bill Gates, Kevin Scott (CEO LinkedIn), jak również Nat Fierdman, który stoi na czele GitHub, miały na celu uzyskanie jak najszerszej perspektywy. Przejście na Chromium stwarzało wiele niebezpieczeństw i potencjalnych trudności, które wynikały między innymi z konieczności nawiązania bliskiej współpracy z konkurencją, czyli z Google.

Microsoft pod rządami Nadelli zmienił się bardzo i jest w pewnym sensie firmą otwartych granic. Żaden sojusz nie jest zły, kiedy w grę wchodzi dobro użytkowników. Dlatego też gigant zaczął sporo inwestować w rozwiązania otwartoźródłowe, a nowy Edge miał być największą do tej pory adaptacją open-source w historii firmy. Wymagało to od zespołu pewnej zmiany optyki i sposobu organizacji pracy. Kontrybucja w projekcie open-source wymaga dodatkowych wysiłków i zrozumienia panujących w społeczności zasad. Wykorzystując Chromium, zespół Edge nie jest już w pełni niezależny.

Jednak we wrześniu zeszłego roku zapadła ostateczna decyzja - zmieniamy Edge od podstaw! Przez następne cztery miesiące Microsoft przygotowywał się do publicznego ogłoszenia - to był naprawdę wielki moment. Był to bardzo nerwowy okres dla zespołu Edge, jednak pomysł ten został bardzo pozytywnie przyjęty przez społeczność Chromium i nie tylko. W sumie jedynym niezadowolonym była Mozilla, która wyraziła zaniepokojenie wpływem tej decyzji na stan wolności Sieci. Firefox stanie się teraz praktycznie jedyną dużą przeglądarką w systemie Windows 10, która nie będzie korzystać z Chromium.

Edge Chromium to nie tylko dziecko Microsoftu

Dwaj najwięksi giganci rynku musieli teraz nawiązać bardzo bliską współpracę, podczas gdy wcześniej walka nie była tak czysta i zdarzały się przypadki zagrywek nie fair. Wydaje się jednak, że obie strony tego konfliktu raczej zakopały już topór wojenny albo przynajmniej tymczasowo schowały. Microsoft zdecydował się ustąpić nawet w tak elementarnych przypadkach, jak sposób komunikacji między programistami. Zespół Chromium wykorzystuje do tego Google Hangouts i Microsoft nie chciał narzucać nowym współpracownikom przejścia na Teams. Wszystko po to, by maksymalnie ułatwić i usprawnić komunikację i współpracę przy tworzeniu nowych, wspólnych standardów webowych.

Edge Chromium

Edge Chromium jest na wczesnym etapie rozwoju, ale to, co możemy zobaczyć już teraz, jest naprawdę obiecujące. Zakładając, że premiera nastąpi dopiero w przyszłym roku, to Microsoft ma jeszcze sporo czasu na wprowadzenie wszystkich niezbędnych zmian i funkcji. Wygląda jednak na to, że była to naprawdę świetna decyzja, bardzo przemyślana i podjęta wyjątkowo asekuracyjnie. Teoretycznie Microsoft postawił na szali całą swoją reputację, ale tak naprawdę to nie miał za dużo do stracenia. Przejście na Chromium było najbardziej optymalnym rozwiązaniem i jak się okazało - również opłacalnym pod względem wizerunkowym.

Zresztą wiele wskazuje na to, że nawiązanie tej bliskiej współpracy przyniosło korzyści obu stronom. Zasoby, jakie Microsoft może zaangażować w rozwój Chromium, są bezcenne. Wiele zmian, między innymi pod kątem integracji z Windows 10, zaszło już w Google Chrome. Od teraz Edge i Chrome, jako bliźniacy albo jak kto woli - bliscy kuzyni, będą iść w szeregu razem, a nie rywalizować. Choć Microsoft wszelką formę zdrowej rywalizacji z Google akceptuje i uważa za motywującą, można chyba jasno stwierdzić, że wojna przeglądarek dobiegła końca. Przynajmniej na froncie Google kontra Microsoft.


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Artykuły Edge