Recenzja Microsoft Combat Flight Simulator 3: Battle For Europe

Recenzja Microsoft Combat Flight Simulator 3: Battle For Europe

 Krzysztof Gudowski
Krzysztof Gudowski
00:00
20.09.2007
9070 wyświetleń

„W wojnę bawić się mogą tylko Ci, którym prawdziwa kulka nigdy nie utkwiła w żebrach. Pozostali już nie żyją… ”

Symulatory lotów, zarówno samolotami cywilnymi jak i maszynami wojskowymi, to jeden z najbardziej wymagających gatunków gier. Jest to spowodowane zarówno wysokim poziomem skomplikowania fizyki lotu, jak i coraz większymi wymaganiami graczy. Nie ulega wątpliwości, że do tej pory nie powstał jeszcze żaden produkt w pełni zaspokajający oczekiwania społeczeństwa. Wygląda na to, że i Microsoft Combat Flight Simulator 3 nie zmieni tego stanu rzeczy. Zapraszam do lektury recenzji.

Instalacja

To, co zawsze podobało mi się w wydawanej od lat przez Microsoft serii Flight Simulator, to instalator. Czytelny, prosty w obsłudze i przede wszystkim szybki. Przyzwyczajani jesteśmy ostatnio do tego, że instalacja oprogramowania trwa niemalże całymi godzinami, doprowadzając użytkownika do szewskiej pasji. W tym wypadku na całe szczęście jest inaczej. Ilość zajmowanego miejsca na dysku nie jest jak na obecne standardy duża, oscyluje bowiem w granicy 1,5 GB przy wybraniu pełnej instalacji. Po 5 minutach oczekiwania możemy uruchomić nowo zainstalowaną aplikację i przekonać się w jakim stopniu programiści Microsoftu postarali się tym razem.

Przed uruchomieniem gry, warto zapoznać się z zawartością drugiego skrótu umieszczonego w menu startowym Windows, prezentującego film wprowadzający gracza w realia czasów przedstawionych w symulatorze. Prawdę mówiąc zupełnie nie rozumiem dlaczego nie umieszczono tej animacji bezpośrednio w grze. Dla mnie jest to wada, dla niektórych będzie to zapewne zaleta. Oceny takiego rozwiązania musisz, drogi Czytelniku, dokonać sam.

O menu, które pozostawia wiele do życzenia

Menu Microsoft Combat Flight Simulator 3 nie należy do najlepiej przemyślanych, a na jego opanowanie i zrozumienie poświecić trzeba z początku dużo czasu. Jest ono bardzo małych rozmiarów i zostało umieszczone w dolnym, lewym rogu ekranu. Resztę przestrzeni zajmuje niezbyt efektowna animacja hangarów. Czemu uważam, ją za niezbyt efektowną? Otóż o ile wygląd samego pilota siedzącego na beczkach oraz design samolotu nie pozostawiają wiele do życzenia, o tyle o pomstę do nieba woła jakość tekstur hangarów i ziemi. Przypominają one te, stosowane w poprzedniej epoce komputeryzacji. Jest to strasznie rażące i przeszkadzające niedociągnięcie. Poruszanie się po menu wzbudza w graczu refleksję nad zastosowaniem kombinacji klawiszy Alt + F4. Przy wyborze maszyny, którą już niedługo będziemy pilotować brakuje natychmiastowego jej podglądu. Model obejrzeć możemy dopiero po wybraniu odpowiedniej opcji. Przy tak dużej ilości niezagospodarowanego miejsca na ekranie, uznać to muszę za katastrofalny błąd twórców tego produktu. W tle słychać cichą muzykę, na którą w nerwach na toporne menu, nawet nie zwróciłem najmniejszej uwagi. Pierwszy kontakt z aplikacją pozostawia nieprzyjemne wspomnienia i wymusza postawienie sobie pytania: „Co będzie dalej?”.

Tryby gry

Jeśli chodzi o elementy rozgrywki Microsoft Combat Flight Simulator 3 oferuje dynamiczną (według twórców) kampanię, wolne loty, pojedyncze misje i grę w trybie wieloosobowym. Kampania, według informacji znajdujących się na tyle pudełka, została przygotowana z pełną zgodnością historyczną, w co pozostaje mi tylko i wyłącznie wierzyć gdyż nie jestem specjalistą od bitew powietrznych w tym okresie dziejowym. W trybie tym uczestniczyć możemy po wpisaniu danych pilota, określeniu jego wieku i narodowości oraz po przebrnięciu przez kolejne zagmatwane plansze menu.

Zaskakująca prędkość działania, nawet na słabszych maszynach

Grze na pewno nie można zarzucić, że działa wolno nawet na sprzęcie sprzed pięciu lat (na moim Pentium 4 1.7Ghz, 1,5 GB RAM, ATI Radeon 9600 Pro z Windows Vista czas oczekiwania na uruchomienie kokpitu maszyny nie przekracza sześciu sekund ze stoperem w ręku). Moim zdaniem jest to całkiem niezły wynik. Pora zobaczyć, jak wygląda właściwy lot.

I oto usadzono nas na miękkim siedzeniu w kokpicie

I oto siedzimy w naszej świeżutkiej maszynie. Po niebie płyną chmurki. Powiedziałem chmurki? Niebo usłane jest potężnymi, wieloplatformowymi chmurzyskami. Zdecydowanie robią wrażenie! Aż chce się zobaczyć je z bliska – oby nie okazały się stertą poukładanych pikseli. Maszyna zaczyna ryczeć i prychać, wyłączam hamulce i powoli, z wielkim trudem unoszę się w powietrze. Za mną pozostało lotnisko, ale Balice to to na pewno nie są. Dopiero teraz zauważyłem że startowałem ze zwyczajnie ubitej ziemi. Ucieszyłem się niezmiernie, gdy okazało się że podstawy pilotażu za pomocą klawiatury alfanumerycznej, których nauczyłem się w Microsoft Flight Simulator X sprawdzają się równie dobrze w tym tytule. Delikatnie wyrównałem poziom lotu i spojrzałem na wytyczne, aby rozpocząć gonitwę za samolotami wroga, będących tylko i wyłącznie pojedynczymi punktami na mapie. Dla niewtajemniczonych pozostaną one nimi do końca życia, ale ja wiem że piekło już niedługo się zacznie…
Widok standardowy (z kokpitu) oddaje w pełni wygląd ówczesnych maszyn. Sprawia to jednak, że tak naprawdę niewiele widać – dlatego kierowanie maszyną z tej perspektywy pozostawię prawdziwym asom przestworzy. Ja zdecydowałem się natomiast na wybranie widoku „zza pleców” samolotu z włączonymi wskaźnikami. Wykonanie zewnętrzne maszyn jest niemalże wzorowe, jednak tekstury które zastosowano w kokpicie są bardzo nierówne: jedne wysokiej rozdzielczości, a w drugich rozpoznać możemy pojedyncze piksele. Trudno powiedzieć czemu autorzy tego produktu pozwolili sobie na takie, drobne, ale przeszkadzające i zmniejszające doznania błędy. Nie po raz pierwszy i nie ostatni spotykamy się w tej grze z tym problemem.

Z pamiętnika pilota - znalezione nieopodal wraku angielskiej maszyny

I przyszło spotkać nam się ponownie z chmurami. Wysokiej rozdzielczości, potężne „potwory” są zdecydowanie najbardziej dopracowanym pod względem graficznym aspektem Microsoft Combat Flight Simulator 3. Ponieważ ograniczają one w dużym stopniu widoczność, decyduję się na zmianę wysokości.
[…] W tym momencie usłyszałem ryk silników. Nie były to zdecydowanie odgłosy maszyn moich współtowarzyszy…

Moim oczom ukazały się samoloty wroga. Jeden z nich przeleciał niedaleko mnie. Niczym rozjuszony czerwoną płachtą byk, postanowiłem skopać mu tyłek. Wykonałem zdecydowany manewr w prawo. Maszyna zaczęła się trząść, a w górnym rogu ekranu napis „Nearly Stall” obwieszczał równie szybki koniec mojej pogoni. Zacząłem się powoli przechylać, tracąc jednocześnie z oczu adresata mojego ostrzału. Cóż miałem poradzić, że na trasie mojego spadania pojawił się inny wrogi samolot? Wystarczyła jedna, długa seria ostrzału w jego kierunku aby na moim monitorze pojawił się jeden z najbardziej efektownych wybuchów jakie dane mi było widzieć do tej pory w grach komputerowych. Głośniki systemu Surround zadrżały. W powietrzu śmigały odłamki Bóg-wie-czego. Znalazłem się w ogromnej ilości dymu. Gdy z niej wyleciałem zobaczyłem wiele pikseli. To słabej jakości tekstury ziemi… Pięć sekund później sam uderzyłem w ziemię.

Nie wiem jak się wydostałem z tego płonącego wraku, ale gdybym tylko nie zobaczył wojny na własne oczy i wierzył, że Bóg czuwa nad swoim ludem, uznałbym że był to cud. Cudów nie było… Nad moją głową rozgrywało się piekło. […]

Trochę o poziomie trudności

Fizyka lotu w Microsoft Flight Simulator 3 jest wyśmienita, choć jeśli nie miało się wcześniej do czynienia z jakimkolwiek symulatorem lotu giganta z Redmond opanowanie sterowania maszyną może wymagać kilku dni ćwiczeń. Jednak na pewno warto się poświęcić dla wielu godzin prawdziwej zabawy, które po nich nastąpią. Sama realistyczność lotu jest, tak samo jak w Microsoft Flight Simulator X, konfigurowalna przez co nawet świeży adept sztuki latania powinien sobie poradzić. Na wstępie trzeba powiedzieć to krótkie, ale ważne zdanie: „Gra jest trudna, ale wypełnianie kolejnych misji z powodzeniem lub z mniejszymi bądź większymi stratami przynosi wiele satysfakcji”.

Podsumowanie

Mimo wielu graficznych niedociągnięć (nierówna jakość tekstur, wyraźne odcięcie poziomu ziemi i nieba), topornego menu i dziwnego rozwiązania z filmem wprowadzającym Microsoft Combat Flight Simulator 3 to tytuł wart zagrania, ale tylko i wyłącznie na komputerach spełniających wymagania zalecane produktu. Na pozostałych mija się to z celem bowiem rozgrywka nie przynosi żadnej zabawy, a same męczarnie. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić ten tytuł wszystkim miłośnikom wojskowych symulatorów lotów. Grze brakuje jeszcze troszeczkę klimatu w porównaniu z osławionym już Ił-2 Sturmovik, ale jej twórcy są na jak najlepszej drodze. Oby kolejny tytuł okazał się rewolucyjny. Bez odbioru.

Plusy:
+ Fizyka lotu
+ Kampania
+ Tekstury samolotów, nieba, ludzi oraz drzew
+ Chmury
+ Adrenalina
+ Dźwięk
+ Niewielkie jak na obecne czasy wymagania sprzętowe

Minusy:
- Tekstury ziemi i budynków
- Film wprowadzający poza programem gry
- Toporne, mało czytelne i ciężkie w obsłudze menu


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Microsoft Combat Flight Simulator 3