Czy Microsoft zawładnie Linuksem?

Czy Microsoft zawładnie Linuksem?

 Wojciech Błachno
Wojciech Błachno
12:00
21.02.2019
6 komentarzy
972 wyświetlenia

To nieco przewrotne tytułowe pytanie to typowy clickbait-title, przyznaję. Jednak jeśli już kliknęliście ten odnośnik i trafiliście na ten artykuł, to zachęcam Was do dalszej lektury. To, czego się dowiecie z kolejnych akapitów, jest bardzo ważne i może nieco zachwiać wizją, jaką macie, być może, na temat relacji Linuksa i Windowsa.

Bo rzeczywistość jest taka, że obecnie na Planecie Ziemia istnieją trzy systemy operacyjne - Windows, MacOS i właśnie Linux. Wszystko poza tymi trzema propozycjami to albo różne, bazujące na nich wariacje, albo systemy, które stanowią zwyczajny, nieistotny szum tła. Każdy z tych systemów charakteryzuje się nieco inną filozofią, a Linux na ich tle wyróżnia się szczególnie tym, że jest to system darmowy.

Linus Torvalds

Skupmy się właśnie na nim jako na głównym bohaterze. Najpierw szczypta historii systemu z Pingwinem w logo. Linux to system opracowany w roku 1991 i bazujący w dużej mierze na Uniksie. Jego twórcą jest Linus Torvalds, którego ideą było stworzenie wolnego, darmowego systemu operacyjnego. Wzorował się przy tym na poprzednim dużym i wolnym systemie operacyjnym, jakim był GNU - dziecko Richarda Stallmana. Nie będziemy się jednak zagłębiać w techniczne aspekty rozwoju Linuksa. Krótko mówiąc, pomysł był następujący - tworzymy wolny system operacyjny, który stanie się alternatywą głównie dla Windowsa.

MacOS jest dla snobów, Windows dla laików, a Linux tylko dla tych nielicznych, oświeconych

No i teoretycznie się udało, bo Linux bardzo szybko stał się, i w sumie nadal jest, trzecią siłą na rynku. Niestety nigdy nie udało mu się skutecznie zagrozić systemowi Windows na rynku konsumenckim. Linux zawsze miał przypiętą łatkę "nerdowskiego" systemu, przeznaczonego dla wszelkiego rodzajów geeków. Zasadniczo jest w tym szczypta prawdy. System ten od początku swojej historii nie był ani prosty, ani szybki, ani bezproblemowy czy tym bardziej intuicyjny. Produktu Apple tutaj nie przytaczam, bo jest to nieco inna historia - mamy tutaj do czynienia z system zamkniętym na tylko jedną platformę. Tymczasem zarówno Windows, jak i Linux to systemy, które możemy zainstalować na praktycznie każdym komputerze. Z tą różnicą, że pierwszy z nich jest płatny, a drugi darmowy.

Nosacz - Linux

Oprogramowanie otwartoźródłowe cierpi na wiele problemów i w sumie nie ma wyrazistego przykładu takiego darmowego oprogramowania, które skutecznie pokonałoby swoje płatne odpowiedniki. Wiele mówi sam fakt, że nawet zatwardziali użytkownicy Linuksa na pewnym etapie wpiszą w wyszukiwarkę bardzo wstydliwe dla nich zapytanie - "Jak uruchomić aplikację z Windowsa na Linuksie?". Często są to Ci sami użytkownicy, którzy tak mocno hejtują wszelkie, choćby minimalne przejawy korporacyjności w dystrybucjach Linuksa. Dlatego też tak mocne cięgi zbiera Cannonical, któremu zdarzyło się kilka razy sprzeniewierzyć pierwotne idee Linuksa, a Ubuntu jest w środowisku uważany za tego złego Linuksa. Wśród linuksowych zapaleńców istnieje niepisana zasada - im bardziej niszowy jest Linux, tym lepiej. Oczywiście to nie jest recepta na sukces całej platformy.

Linux jest łatwy! Uwierzcie mi

Taka postawa tylko utwierdzała w przekonaniu, że Linux nie jest dla ludzi, tylko dla robotów, i aby z niego korzystać, trzeba umieć robić hakerskie tricki rodem z Matriksa. Przez wiele lat miał on opinię systemu wyjątkowo trudnego w obsłudze. Teraz powoli następuje w tej kwestii zmiana i można przyjąć, że Linux jest w takim samym stopniu trudniejszy od Windowsa, co macOS. To po prostu coś innego, nowego. Na rynku zaczęło się pojawiać coraz więcej różnorodnych, prostszych dystrybucji.

Linux Matrix

Obecnie Linux to system całkiem intuicyjny i zasadniczo liczba sytuacji, w których będziemy musieli silnie googlować za rozwiązaniem, jest niewiele wyższa niż w przypadku takiego Windowsa. Przykładem niech będzie strona distrowatch.com, na której możemy sprawdzić, jakie dystrybucje cieszą się największą popularnością. W ostatnim miesiącu rządzi dystrybucja Manjaro, która charakteryzuje się wyjątkową prostotą i elegancją. Podobnie można określić kolejne pozycje z listy, czyli MX Linux, elementaryOS czy nawet Ubuntu.

Te przykłady pokazują, że Linux jest teraz nie tylko ładny, ale również naprawdę prosty w obsłudze. Im więcej użytkowników o tym wie, tym więcej może przełamać swój opór i sprawdzić, co ma do zaoferowania darmowy system. Użytkownicy Apple są wyjątkowo przywiązani do macOS i wątpliwe jest, by wielu z nich zdecydowało się na zmianę. Najwięcej stracić może na tym Microsoft.

elementaryOS

Darmowy system? Nie ma nic za darmo!

Tytułowe pytanie nie zostało zadane bez przyczyny, a odpowiedź na nie jest prosta. Mogłoby się wydawać, że takie rosnące zagrożenie ze strony Linuksa daje włodarzom Microsoftu do myślenia, czy aby wkrótce faktycznie nie czeka nas "rok Linuksa". Mogą oni mieć chęć pozbyć się potencjalnej konkurencji jak najszybciej i mają do tego sporo możliwości. Problemem Linuksa jest wbrew pozorom właśnie to, że jest to system open-source. Ujmując to precyzyjniej - to, że Linux jest darmowy, w tym przypadku działa na jego niekorzyść. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi oczywiście o pieniądze.

No ale zaraz, jakie pieniądze, skoro Linux jest darmowy? To, że jest to system otwartoźródłowy, nie oznacza, że nie potrzebuje finansowania i nie przyciąga do siebie inwestorów. W rozwój Linuksa angażują się miliony ludzi na całym świecie i naiwne byłoby myślenie, że wszyscy robią to w ramach wolontariatu, karmiąc się jedynie szczytnymi ideami open-source. Pomimo tego, że Linux jest darmowy, to bez pieniędzy projekt ten nie wyszedłby z tej przysłowiowej nerdowskiej piwnicy.

Linux Fundacja

Jak więc wygląda kwestia finansowania w kontekście Linuksa? Jest to rzecz jasna kwestia bardzo złożona i sytuacja może się znacznie różnić w zależności od dystrybucji, jaką weźmiemy za przykład. Istnieje pewna instytucja, która pełni bardzo ważną funkcję w świecie Linuksa - jest to Linux Foundation. Organizacja non-profit, która powstała w 2000 roku i której głównym zadaniem jest nadzorowanie, w jaki sposób wykorzystywana jest marka Linux, oraz sprawowanie pieczy nad rozwojem tego systemu. Na razie wszystko wydaje się być w porządku, ale to właśnie w tym miejscu jest cały przysłowiowy pies pogrzebany.

Na stronie dotyczącej fundacji, w angielskiej wersji Wikipedii można przeczytać bardzo ciekawą rzecz. W sekcji Członkowie napisano: [...]fundacja jednoczy ponad 1000 członków, którzy identyfikują się z ideami i misją fundacji oraz jej projektami.. Członkiem może zostać nie tylko osoba fizyczna, ale również firma, a w strukturach fundacji istnieją różne poziomy członkostwa. Wszystko w zależności od tego, ile dany członek zapłaci wpisowego. Wśród najbardziej szczodrych, platynowych członków możemy odnaleźć takie nazwy jak: Google, Oracle, IBM, Qualcomm oraz oczywiście Microsoft. Taki platynowy status kosztuje w skali roku 500 tysięcy dolarów. Są to olbrzymie koszty. No cóż, na pewno nie dla giganta, jakim jest Microsoft, którego roczne budżety liczone są w miliardach dolarów. A przecież jest to jedynie wymagane minimum i gigant może zostawiać w kasie fundacji o wiele większe sumy. Pewnie już zaczynacie domyślać się, o co mi chodzi.

Propozycja nie do odrzucenia

Teoretycznie nawet takie wyjątkowo drogie, platynowe miejsce w fundacji nie powinno mieć absolutnie żadnego wpływu na proces tworzenia darmowego, otwartoźródłowego systemu. Faktycznie, członkowie fundacji, jak przystało na organizację non-profit, partycypują w jej funkcjonowaniu całkowicie bez wzajemności - w ramach szerzenia tej szczytnej idei, o której wspomniałem wyżej. Ale rzeczywistość jest niestety brutalna, a pieniądze to najlepsze narzędzie nacisku. No bo teraz wyobraźcie sobie taką teoretyczną sytuację: Microsoft bardzo nie chce, by w Linuksie pojawił się dany element, chce opóźnić jego implementację lub wdrożyć daną funkcje w formie, która nie będzie stanowić konkurencji dla jego własnej propozycji. Gigant nie ma możliwości na to wpłynąć.

Microsoft Linux Foundtation

Jesteście pewni, że nie ma? Te 500 tysięcy dla Microsoftu to w zasadzie drobne i teoretycznie mógłby je wycofać z fundacji w każdej chwili, rezygnując z członkostwa. Dla społeczności Linuksa mógłby to być z drugiej strony spory cios. W takiej hipotetycznej sytuacji pójście na wszelkiego rodzaju ustępstwa, omawiane rzecz jasna za zamkniętymi drzwiami, jest bardzo realnym scenariuszem, który bardzo łatwo można sobie wyobrazić. Nie mówię oczywiście, że tak na pewno jest, bo od strony prawnej warunki członkostwa w fundacji są z pewnością odpowiednio uregulowane. Lecz sam fakt, że korporacje, których produkty stanowią dla Linuksa konkurencję, biorą udział w jego finansowaniu, brzmi jak spore zagrożenie dla idei wolnego i otwartego sytemu. Ale chyba nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Dla dobra ogółu

Microsoft zasiadł w radzie fundacji nieco ponad 2 lata temu, w listopadzie 2016 roku. Od 2 lat teoretycznie posiada on realne narzędzie do manipulowania konkurencją (w legalny czy mniej legalny i nieoficjalny sposób). Czy przez ten cały czas środowisko Linuksa pogrążył totalny chaos, a Microsoft bezlitośnie zniszczył swojego wolnego konkurenta? No nie! Można narzekać na Linuksa, zwiastować mu upadek, ale fakt jest jeden - przez ostatnie 2 lata Microsoft nie przeprowadził żadnych widocznych działań, mających negatywny skutek dla Linuksa.

Microsoft od dłuższego czasu inwestuje w ideę open-source i dowody na to widać w wielu miejscach. Wiele dystrybucji (obecnie jest ich już pięć), na przykład Ubuntu, znajdziemy w Microsoft Store. Na zeszłorocznej konferencji Build ogłoszono powstanie pierwszej dystrybucji Linuksa stworzonej przez giganta z Redmond. Z takich najświeższych informacji, to zapowiedziano oficjalne wprowadzenie OpenSSH do Windows Server 2019, a w Windows Core OS znajdzie się wiele elementów otwartoźródłowych. To wszystko tylko wybrane przykłady, których jest o wiele więcej. Tak więc Microsoft działa w dziedzinie open-source bardzo mocno, a wiele w tym zasługi obecnego CEO, Satyi Nadelli, który w przeciwieństwie do poprzedniego szefa Microsoftu, Steva Balmera, nie uważa, że Linux to rak.

Ubuntu MS Store

Sądzę więc, że Microsoft nie stanowi dla Linuksa większego zagrożenia, a jego aktywne działanie w tej dziedzinie nie jest bynajmniej przejawem wrogości, lecz otwartości. Jedynym systemem (nota bene opartym na Linuksie) jest macOS. Podejmowane do tej pory próby zamknięcia ekosystemu w przypadku Microsoftu i Windowsa się nie powiodły. Wiadomo, że Microsoft jako korporacja musi zarabiać, a Linux, chcąc nie chcąc, pozbawia firmę części dochodów. Jednak walka z nim wcale nie musiałaby przynieść samych korzyści.

Trzeba też pamiętać, że Linux to nie tylko system desktopowy. Statystyki mówią same za siebie - prawie 40% stron internetowych korzysta z systemu Linux. Jeszcze lepiej prezentuje się sprawa superkomputerów, bo prawie wszystkie działają pod kontrolą dystrybucji linuksowych. Pod Linuksa podciągnąć można wiele urządzeń RTV (choćby SmartTV) i IoT. Na upartego Linux rządzi obecnie na rynku smartfonów. Bo czymże innym, niż właśnie Linuksem, jest w swych korzeniach Android? Jedynie desktopy smucą zaledwie 2% udziałem na rynku.

Microsoft Loves Linux

Windows, Linux, dwa bratanki ...

Aby wprost odpowiedzieć na tytułowe pytanie, trzeba zapytać o inną rzecz. Biorąc pod uwagę obecne realia rynku, co zyskałby Microsoft, niszcząc ideę wolnego Linuksa? Jestem przekonany, że współpraca, a nie konkurencja, jest tutaj kluczem do sukcesu, zarówno Windowsa, jak i Linuksa. W takim świetle zasiadanie przedstawiciela Microsoftu w radzie fundacji Linuksa wcale nie brzmi tak strasznie. Oczywiście zatwardziali linuksiarze mogą trąbić na alarm, ale uważam, że więcej szkody Linuksowi robią sami ortodoksyjni użytkownicy, wyznający zasadę "im Linux jest trudniejszy w obsłudze, tym lepiej, a tak w ogóle to interfejs graficzny jest dla amatorów - TYLKO KONSOLA!". Współpraca nawiązana między potęgami rynku IT na najwyższym szczeblu wcale nie musi odbić się negatywnie na Linuksie. Satya Nadella jest tego świadom. Dlatego też moim zdaniem Microsoft nie zagraża wolności Linuksa.

Wszystkie produkty Microsoft w jednym miejscu - Sklep CentrumXP


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Felietony

Komentarze

  • Piotr Białecki 16:06 21.02.2019

    To nie jest kwestia tego, czy ktoś komuś zagraża, czy jedno zawładnie drugim. Tu chodzi o prostą zasadę, że z przyjaciółmi trzeba być blisko, ale z wrogami jeszcze bliżej. Nadella od samego początku swojego prezesostwa ciągnie MSFT w tym kierunku. Najpierw Linux, potem GitHub, ostatnio Chromium. Poza tym, obecnie MSFT zarabia głównie na Azure. Bez wsparcia dla Linuksa ten projekt pewnie szybciej by umarł niż powstał. Ponadto, Open Source to nie tylko model wytwarzania i dystrybucji, to również sposób myślenia o oprogramowaniu. Radosna, wolna twórczość; jak najwięcej, jak najszybciej, Release co commit, nieważne, czy ktoś tego potrzebuje, czy nie, byle było, byle jakoś działało, z naciskiem na "jakoś". O testowaniu nie ma mowy, bo przecież przetestuje społeczność - użytkownicy. Takie podejście jest w porządku, gdy ma się do czynienia z darmowym Linuksem. Wiadomo - nie zapłaciłeś - to nie wymagaj. MSFT jednak wdraża ten model do produktów płatnych, głównie do Windowsa 10. Insider zamiast testowania, wejście w półroczne Release'y, w ringach Insider szeleństwo - release z każdym wypitym kubkiem kawy programisty, feature'y niewypały typu "Kontakty", "Wiadomości", "Sets". To jeszcze nie jest tragedia, ale wyraźne symptomy tego, że MSFT nie zawładnie Linuksem - on się do niego upodobni. Przypomnę jednak - Windows jest produktem płatnym i de facto zamkniętym. Stosowanie do niego myślenia otwartoźródłowego przypomina zaprzęganie konia pociągowego do Mercedesa. To się nie może dobrze skończyć dla MSFT.

  • Mikolajos 17:21 21.02.2019

    Linux w żaden sposób nie wydaje mi się przyjemny. Ile razy próbuję na nim coś zrobić kończy się to moją frustracją, że siedzę nad tym kolejny dzień – po prostu nie rozumiem tego systemu. Ostatnio nawet w pracy mieliśmy zdefiniowany cały łańcuch narzędzi wewnątrz wirtualki. Tak topornie szła mi obsługa tego, że szybciej było mi to przenieść na WSL (który bardzo sobie cenię ze względu na to, że jest to dla mnie w miarę przyjemny sposób poznawania Linux'a) i pracować z jego poziomu. Co do Open Sorce, między innymi w nawiązaniu do komentarza powyżej, widzę potężną siłę wynikającą z połączenia społeczności i nadzorem takiego giganta jak Microsoft. Dlaczego Linux jest popularny (według mnie)? Bo można bardzo łatwo go dostosować do siebie, przykłady? Lekka dystrybucja, którą pomnożymy w tysiące: proszę bardzo – wycinasz co chcesz, system operacyjny na 800 MHz i 256 ram na architekturę ARM – proszę bardzo. Z Windowsem nie da rady. Choćbyś chciał przenieść, okroić to jedyne co zostaje do dyspozycji to narzędzia, które nie wiadomo jak długo będą działać (bo coś się zmieni przez aktualizację). Choć do Windowsa 10 mam dużo zastrzeżeń, że faktycznie upodabnia się do Linux'a w tym jego najgorszym wydaniu – czyli wieczne „under development” (jakby nie mogli przenieść całych ustawień i innych elementów na Fluent Design w jednym wydaniu…), to mam nadzieję, że MSFT+społeczność da produkty dojrzałe (gotowe do zastosowań komercyjnych) a zarazem niezwykle elastyczne, oraz CO NAJWAŻNIEJSZE według mnie, pozwoli wydłużyć czas życia ich rozwiązań. Bo często słyszę teksty typu „Windows spoko, ale za rok zmienią licencję i co ja zrobię? Będę kupował albo przenosił?", a tak dzięki otwarciu źródeł, w przypadku krytycznych aplikacji, można samemu przez krótki czas (albo długi wraz z innymi) rozwijać i dbać o bezpieczeństwo pewnych narzędzi. Trzymam kciuki za Satya Nadellę, choć nie zawsze go rozumiem i się z nim zgadzam, to mam wrażenie, że to właśnie Microsoft został ostatnim ciekawym gigantem technologicznym, który potrafi nie tylko rozbudzić wyobraźnię, ale również zaoferować ciekawy produkt.

  • Piotr Białecki 12:11 22.02.2019

    Linux nie może być przyjemny. To jest system, który programiści robią sami dla siebie. Tam nie istnieje pojęcie "User Experience". Podręcznikowym przykładem jest Android, w którym wszystko napaciane jest wszędzie, bez ładu i składu. OEM-owie upychają tam swoje funkcje na przysłowiowego "chama", bez holistycznego spojrzenia na OS. Tak właśnie wygląda radosna twórczość open source - wymyślam feature i skupiam się na implementacji tego konkretnego algorytmu. Nie interesuje mnie jego używalność. Dodaję po prostu 183 parametr do command line'y, 2654 linię do jakiegoś tekstowego pliku konfiguracyjnego w /etc i jestem DONE. Design, dokumentacja? Nigdy się nie spotkałem. Ilekroć zadaję pytanie o "papier" w open source, słyszę jedną odpowiedź: "źródła". To tak jak by kierowcy na pytanie o instrukcję odpowiedzieć: "zajrzyj pod maskę". Paranoja. Stąd właśnie taka popularność korzystania z konsoli w tym środowisku. Zrobienie przemyślanego designu i GUI wymaga dużo większych nakładów nie tylko czasowych, ale też intelektualnych. Polemizowałbym z tym, że możliwość dostosowania oprogramowania do własnych potrzeb jest zaletą. Ja upatruję to właśnie jako esencję zła open source'u. Mało kto by wsiadł do takiego open source'owego samolotu, który jeszcze pół roku temu był TIR-em, dwa lata temu motorówką, a 10 lat temu Fiatem 126p, prawda?

  • Krzysztof Sulikowski 18:27 22.02.2019

    Linux niejedno ma oblicze. W kontekście "User Experience" naprawdę jest duża różnica między Ubuntu i Linux Mint a takimi na przykład Arch Linux, Gentoo czy Slackware.

  • Dante 15:09 23.02.2019

    już kilkanaście lat temu próbowano stworzyć hybrydę WIN i LIN, czyli LINDOWS. Przypuszczam, że gry system był za FREE to byłby sukcesem.

  • Wojciech Błachno 10:00 01.03.2019

    Linux i Windows to systemy bazujące na zupełnie innej filozofii. Microsoft przestał być wrogi Linuksowi bo teraz wrogość jest złą taktyka ze względu marketingowego (patrz niecheć Sony do crossplay w PlayStation 4 czy zamkniętość Apple krytykowana od zawsze). Lepiej być być otwartym na nowe rozwiązania i właśnie taką taktykę przyjął obecnie Microsoft. Moim zdaniem od strony oferty konsumenckiej, podyktowane to jest kwestiami PR, a od strony oferty biznesowej, koniecznością posiadania niezbędnych rozwiązań technologicznych. No i tak jak Krzysztof napisał powyżej, Linuksa nie można oceniać jednowymiarowo bo jest to twór o wielu twarzach. W przypadku Linuksa istnieje spora bariera wejścia - dla przecietnego użytkownika jest ona nie do pokonania. W Windowsie takiego problemu nie ma bo on po prostu jest :)

Skomentuj

Autor