Microsoft bije na alarm. Nie pozwólmy na inwigliację w chińskim stylu

Microsoft bije na alarm. Nie pozwólmy na inwigliację w chińskim stylu

 Wojciech Błachno
Wojciech Błachno
13:31
07.12.2018
5 komentarzy
372 wyświetlenia

System oceny obywateli, jaki wprowadzony został w Chinach, to tylko jeden z dowodów na to, że dystopijne wizje rodem z Roku 1983 Orwella zaczynają się urzeczywistniać. Warto pamiętać, że Chiny posiadają system monitoringu, który znacznie przewyższa ten obecny w Stanach czy Europie. Obejmuje on ponad 200 milionów kamer bacznie obserwujących życie chińskich obywateli. Niedługo system ten nie tylko będzie w stanie monitorować, ale również rozpoznawać i identyfikować osoby znajdujące się w polu widzenia kamery. W ograniczonym stopniu już to potrafi.

O ile Chiński rząd nie przejawia dużego zainteresowania tematem swobód obywatelskich, to w zachodnich społeczeństwach jest on wyjątkowo istotny. W sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by podobne technologie wprowadzono w Europie czy w USA. Grupa AI Now, która zrzesza między innymi pracowników Google oraz Microsoftu, opublikowała w czwartek dokument, w którym wyraża zaniepokojenie i zaleca wprowadzenie regulacji, dotyczących zastosowania sztucznej inteligencji do identyfikacji obywateli.

Taka regulacja powinna obejmować szereg przepisów, które będą wymagać ścisłego nadzoru, wyraźnych ograniczeń i transparentności. Społeczeństwo powinno mieć prawo do odrzucenia zastosowania tych technologii zarówno w kontekście publicznym, jak i prywatnym. Zwykłe publiczne zawiadomienie o ich wykorzystaniu nie jest wystarczające i powinny istnieć narzędzia pozwalające chronić obywateli przed nadmierną inwigilacją.

Temat ten poruszył również Brad Smith, podczas swojego przemówienia w Brookings Instituton:

Microsoft uważa, że rządy powinny zacząć przyjmować przepisy regulujące tę technologię. Z butelki wydobywa się, że tak powiem "dżin rozpoznawania twarzy". Jeśli teraz nie podejmiemy żadnych działań, to ryzykujemy, że za 5 lat może być już za późno, by coś skutecznie w tej materii zdziałać, a technologia rozpoznawania twarzy może tylko zaostrzyć problemy społeczne.

Temat ten warto poruszyć jak najwcześniej, gdy technologia ta jest jeszcze na etapie rozwoju. Specjalistów w USA zaniepokoiła informacja, że Secret Service chce wykorzystywać rozpoznawanie twarzy również poza Białym Domem. Walka z terroryzmem nie usprawiedliwia w żadnym stopniu nadmiernej inwigilacji. W przyszłości możemy się spotkać z argumentacją, że totalny nadzór jest niewielkim kosztem, w zamian za który otrzymujemy gwarancję bezpieczeństwa.


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło: https://www.theverge.com/2018/12/7/18129858/microsoft-facial-recognition-ai-now-google

Polecamy również w kategorii Sztuczna inteligencja

Komentarze

  • Piotr Białecki 15:18 10.12.2018

    Orwell to 1984.

  • Piotr Białecki 15:27 10.12.2018

    Monitoringi są w miejscach publicznych. Jeśli jestem w takim miejscu, muszę zakładać, że ktoś może mnie rozpoznać i mogę się o tym nawet nie dowiedzieć. Cóż w tym strasznego? Dlatego nie rozumiem tej paranoi (np. zasłanianie w Google Maps itp.) Inwigilacja w miejscu publicznym to oksymoron. Prawidłowo rozumiana inwigilacja dotyczy miejsc i komunikacji prywatnej, do której z założenia dostęp jest ograniczony.

  • Krzysztof Sulikowski 17:17 10.12.2018

    Co innego monitoring, a co innego monitoring + rozpoznawanie twarzy + śledzenie każdego kroku + generowanie bazy danych na temat każdego obywatela i wykorzystywanie tych danych w celach "personalizacji". Nie ma wątpliwości, że taka technologia jest pożądana przez organizacje i osoby o nieczystych intencjach, ba, zapędach totalitarnych. Chiny i to, jak wyglądają tam prawa człowieka, to tylko jeden z przykładów.

  • Piotr Białecki 13:29 11.12.2018

    Powtórzę - człowiek w miejscu publicznym zupełnie naturalnie spodziewa się, że będzie rozpoznany. Facet przed wejściem do "domu uciech" dokładnie rozgląda się, czy przypadkiem nie przyuważył go ktoś znajomy. Taka świadomość nie zależy od technologii i nie jest niczym nadzwyczajnym ani dziś, ani 500 lat temu. Przecież dziś każdy z nas jest śledzony i to bez używania tak wyszukanych technologii jak AI. Wystarczy telefon komórkowy. Jednak w przeciwieństwie do miejsc publicznych, telefon jest przedmiotem osobistym. Podpisując umowę z operatorem, nie wyrażam żadnej zgody na śledzenie i zapis mojego położenia, a jednak to się dzieje. Zaoponuje Pan być może, że te dane nie są personalizowane. Faktycznie, ale wystarczy jeden papier od prokuratora, i ów dane personalizują się w niecałą godzinę lub szybciej. Sieć komórkowa jest równie dobrym narzędziem dla rządów autorytarnych. Podobnie rzecz się ma z internetem, bankami, urzędami, czy nawet tradycyjną pocztą. Oprócz przypisanej im funkcji właściwej, są to nośniki informacji, które mniej lub bardziej nadają się do inwigilacji. Problemem nie są narzędzia, ale ludzie, którzy z nich korzystają. Nożem można pokroić pomidora, ale można też zabić człowieka.

  • Krzysztof Sulikowski 17:01 11.12.2018

    Przyznaję Panu rację, niemniej uważam, że istnieje granica, za którą kończy się możliwość odłączenia się od inwigilacji - przynajmniej dzisiaj i z udziałem dzisiejszych technologii - a zaczyna się inwigilacja totalna, od której nie ma ucieczki. Telefon zawsze można wyłączyć albo zostawić w domu. Zamiast Google można korzystać z wyszukiwarek ceniących prywatność i serwisów, które nie śledzą użytkownika, jak robi to np. Richard Stallman ("Reasons not to use Google"). Analogia z nożem jest słuszna, ale nie w przypadku narzędzi o jednoznacznym, szkodliwym zastosowaniu.

Skomentuj

Autor