Bill Gates ratuje świat. Recenzja serialu dokumentalnego "W głowe Billa Gatesa"

Bill Gates ratuje świat. Recenzja serialu dokumentalnego "W głowe Billa Gatesa"

 Wojciech Błachno
Wojciech Błachno
12:20
24.09.2019
1055 wyświetleń
Najbogatszy Amerykanin według Forbesa [...] Jeden z najwybitniejszych ludzi. Arogancki, chciwy diabeł [...] Niecierpliwy optymista. Najmądrzejszy człowiek, jakiego znam [...] Rzucił studia. Czy Bill Gates hamuje innowacje? [...] Chce być drugim Edisonem... Edison byłby mniej niebezpieczny.

Ten częściowy cytat z czołówki nowego serialu Netfliksa W głowie Billa Gatesa brzmi jak obietnica. W tym samym intro obietnicę składa nam również młody Bill Gates - w tym filmie mamy obejrzeć przyszłość. Ten trzyczęściowy serial dokumentalny, którego bohaterem jest założyciel Microsoftu, obiecuje naprawdę wiele i na początku, po jego pierwszym seansie, odczuwałem pewien zawód. Przyszłości nie zobaczyłem, a przynajmniej nie taką, jaką bym chciał. Zobaczyłem przyszłość oczami Gatesa.

Netflix Gates

Miałem dowiedzieć się, co siedzi w głowie Billa i w sumie częściowo udało się to osiągnąć. Niestety (przynajmniej na początku tak sądziłem) zostało to przysłonięte przez trzy rzeczy - kupę, polio i atom. W zasadzie te trzy słowa mogą spokojnie pełnić funkcję streszczenia albo tytułów kolejnych odcinków. Najbardziej wymowna i symboliczna wydaje mi się tu scena, w której Gates spuszcza wodę w sedesie, zamykając klapę.

Twórcy serialu doszli do skądinąd słusznego wniosku, że w tytułowej głowie Gatesa siedzi teraz przede wszystkim dobro Ziemi i snuje on rozwiązania poważnych problemów, które trapią ludzkość. By to osiągnąć, jest gotów dosłownie grzebać w ludzkich odchodach.

Netflix Gates

Serial mniej więcej w 70% skupia się na działalności fundacji Billa i Melindy Gatesów. To jest fakt, bo odkąd Gates odszedł z Microsoftu, zaczął bardzo mocno angażować się w sprawy fundacji, patrzy na wiele spraw z szerszego punktu widzenia. Oczywiście to nie tak, że twórcy zrobili nas w balona i zrobili po prostu reklamę fundacji w formie serialu, choć przyznam szczerze, że właśnie takie było moje pierwsze wrażenie.

To nie jest film o Microsoft

Pozostałe 30% dokumentu to mocno skondensowana historia dzieciństwa Billa, początków Microsoftu oraz lat 90, gdy gwałtowny rozrost firmy poskutkował oskarżeniami o monopol. Ma to zarysować nam obraz Gatesa jako ekscentrycznego kosmity, który najpierw odnalazł swoją niszę i zbudował na jej podstawie imperium technologiczne, by w międzyczasie znaleźć miłość swojego życia i próbować razem z nią zmieniać świat na lepsze.

Jeśli już przybliżona zostaje nam historia samego Microsoftu, to widzimy to z perspektywy Billa. Dowiadujemy się, jak rozwinął swoją pasję do programowania, jak poznał Paula Allena, razem z którym założył Microsoft, aż dochodzimy do lat 90, gdy Microsoft był na szczycie, a u boku Billa stał Steve Ballmer. Bardzo ciepłym akcentem w filmie jest obecność Allena, który w 2018 roku zmarł po długotrwałej walce z nowotworem.

To, co się działo później w świecie Microsoftu, jest całkiem ignorowane i sprowadzane tylko do działalności fundacji. Wygląda na to, że po odejściu z Microsoftu Bill przestał martwić się jedynie o swoją firmę, a zaczął martwić się o nas wszystkich. Wiele zasług ma w tym jego bliski przyjaciel, Warren Buffet, który w filmie również występuje.

Buffet uważany jest za jednego z najlepszych inwestorów na świecie i od wielu lat konsekwentnie utrzymuje się (podobnie jak Bill) na szczycie listy najbogatszych ludzi na świecie. To on miał go przekonać do skoncentrowania się na filantropii i pomógł (również finansowo) między innymi w walce z polio.

Bill patrzy na świat z szerszej perspektywy i my też powinniśmy spróbować

Moje początkowe rozczarowanie wynikało z tego, że podchodziłem do seansu z myślą, że zobaczę historię ulubionego giganta technologicznego. Ale przecież nikt tego na dobrą sprawę nam nie obiecywał. Mieliśmy poznać umysł Gatesa i w sumie tę obietnicę spełniono. Problem wynika z tego, że przez te ponad 40 lat nazwisko Gates stało się niejako synonimem Microsoftu.

Netflix Gates

Ta konotacja sprawia, że oglądając ten dokument, możemy być nieco zawiedzeni poruszaną przez niego tematyką. Prawda jest jednak taka, że to film o Gatesie, o tym, jakim jest człowiekiem. Fakt, Microsoft to zdecydowanie największy i najważniejszy, ale nie jedyny etap życia Gatesa. Zdobywając miliardy dolarów, za które między innymi wybudował swoją słynną willę, zauważył, że nie może za ten majątek kupić jednej rzeczy - czasu.

Gates widzi upływ tego czasu nie tylko w swoim osobistym kontekście, ale również w kontekście globalnym. Zdaje sobie sprawę ze złożoności świata i ilości problemów, jakie nadal trapią ludzkość. Postanowił przekuć swój talent, zdolności umysłowe, majątek i znajomości w coś dobrego. Odniosłem wrażenie, że działalność filantropijna Gatesa ma też zupełnie inny niż typowo wizerunkowy wymiar. Bardziej osobisty.

W poszukiwaniu lekarstwa na całe zło tego świata

Bill na samym początku dokumentu został zapytany o to, czego się najbardziej boi. Stwierdził: "Nie chcę, by mój mózg przestał kiedyś pracować." Ten człowiek został po prostu stworzony do rozwiązywania problemów, które do tej pory nie zostały rozwiązane albo zostały rozwiązane, ale te rozwiązania nie działają dobrze w każdych warunkach. Bill, a w zasadzie Bill wraz z Melindą, zauważyli w tym rażącą niesprawiedliwość.

Dlaczego w Afryce ludzie umierają na choroby, których w Europie albo w USA nie widziano od ponad wieku? Poziom higieny i dostępu do zaawansowanej medycyny ma tutaj kluczowe znaczenie. Brak dostępu do nawet prostego systemu kanalizacji to problem, który od wielu lat trapi kraje rozwijające się. To samo tyczy się dostępu do szczepionek, którego brak skutkuje epidemiami chorób, w tym właśnie wspomnianego polio.

Netflix Gates

No i pozostają tak modne teraz sprawy klimatu. Bill, we właściwy dla siebie sposób, nie ogranicza się do moralizatorskich frazesów, jak to powinniśmy zamykać kopalnie i inwestować w zieloną energię. Podchodzi do sprawy bardziej pragmatycznie - kopalnie gazowe i węglowe nie zostaną zamknięte, jeśli nie będzie dobrej alternatywy. Elektrownie słoneczne albo wiatrowe, pomimo dobrych chęci, nie zapewniają niestety odpowiedniej wydajności.

Rozwiązanie istnieje i jest stosowane od dawna - to atom. Niestety elektrownie atomowe nie mają powszechnie dobrej opinii, z którą Gates się nie zgadza. Uważa, że to naprawdę bezpieczna energia. Problem polega na tym, że większość elektrowni bazuje na naprawdę starych projektach. Bill podszedł do tej kwestii nieszablonowo i postanowił opracować nowy typ bezpiecznego i "zielonego" reaktora. Awaria takiej elektrowni nie grozi skażeniem, a jako paliwo można wykorzystać istniejące już radioaktywne odpady z elektrowni starszego typu.

Bill Gates nie robi niczego na pokaz

Tak więc, podsumowując - to nie jest film o Microsofcie - to film o człowieku, który zbudował najpotężniejszą korporację technologiczną na świecie i który stara się teraz naprawiać świat, wykorzystując swój wybitny umysł i majątek.

O ile widok smutnej gwiazdy Hollywood w afrykańskiej wiosce nie robi na mnie większego wrażenia i widzę w tym tylko czysty PR, o tyle zaangażowanie Billa, Melindy i ich fundacji naprawdę daje nadzieję na lepsze jutro. Bo Gates to człowiek, dla którego najważniejszym celem nie jest mówić o problemach, tylko je rozwiązywać. Nie spocznie, dopóki tego celu nie osiągnie. Taki już po prostu jest.

Netflix Gates


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Microsoft