Microsoft stanie przed sądem za porysowane płyty Xbox 360

Microsoft stanie przed sądem za porysowane płyty Xbox 360

 Krzysztof Kapustka
Krzysztof Kapustka
00:00
12.05.2015
3155 wyświetleń

Konsola Xbox 360 została wprowadzona na rynek pod koniec 2005 roku, a że odbyło się to na rok przed premierą Sony Playstation 3, zakładano wówczas łatwe pozyskanie i zjednanie sobie około 10 milionów klientów. Trzeba przyznać, że pomimo silnej konkurencji oraz debiutu i powolnego wzrostu popularności konsol nowszej generacji, urządzenia te do dziś cieszą się stosunkowo dużym zainteresowaniem. Choć ubiegłoroczne statystyki mówiły o prawie 84 milionach sprzedanych sztuk tego produktu, to jednak liczba zadowolonych ze swojego nabytku klientów zdecydowanie tak wysoka nie jest. Nie chodzi tu wyłącznie o to, że spora część konsol dotknięta była poważnymi usterkami i mniejszymi niedociągnięciami, ale przede wszystkim o sposób, w jaki Microsoft próbuje zatuszować swoje błędy, zrzucając winę za nieprawidłową pracę konsol na końcowych użytkowników. O ile te największe problemy zostały już właściwie całkowicie zażegnane w nowszych edycjach Xbox 360, o tyle stosowana przez korporację polityka i brak odwagi przyznania się do błędu może zakończyć się dla niej w niedalekiej przyszłości niekorzystnym finansowo wyrokiem sądu. Zanim skupimy się na tym, co dokładnie wywołało wieloletni konflikt pomiędzy firmą Microsoft a wybranymi nabywcami konsoli Xbox 360, przyjrzyjmy się dwóm problemom, które praktycznie od początku istnienia tej konsoli nękały i nadal nękają jej użytkowników.

Częste awarie sprzętowe

W czasie ostatniej dekady nabywcy Xbox 360 zmagali się przede wszystkim z błędem określanym mianem Czerwonego pierścienia śmierci (ang. Red Ring of Death, RRoD). Wystąpienie tego błędu reprezentowane było przez migotanie na czerwono trzech z czterech otaczających przycisk zasilania diod, symbolizujące wewnętrzny problem urządzenia, a tym samym konieczność oddania go do serwisu. Zanim jednak konsola osiągała tak zaawansowany stan awarii, można było jeszcze uświadczyć kilka zapowiadających go znaków ostrzegawczych, w postaci częstego zawieszania się sprzętu lub nieoczekiwanych problemów z wyświetlaniem grafiki. Błąd ten miał zazwyczaj miejsce po awarii jednego z komponentów sprzętowych konsoli, bądź też na skutek niedostatku mocy wywołanego nieprawidłowym wpięciem wtyczki do gniazda zasilania lub awarią samego zasilacza.

Tego typu awaria sprzętowa może zdarzyć się w każdego rodzaju sprzęcie – to zrozumiałe. Kilka miesięcy po premierze konsoli, Microsoft szacował jej poziom awaryjności na standardowe 3% do 5%. Problem polegał jednak na tym, że błąd ten był w rzeczywistości dużo częstszy – w końcu jego nieformalna nazwa będąca porównaniem do niebieskiego ekranu śmierci Windows nie wzięła się znikąd.


Red Ring of Death - Wikipedia

W połowie 2007 roku firma dostrzegła ten problem, rozszerzając okres gwarancyjny produkowanych urządzeń do trzech lat. Według dostępnych informacji, za bezpośrednią przyczynę tak częstych awarii uznano problemy związane z samym projektem systemu, dostarczanymi częściami, niezawodnością i wytrzymałością materiałów oraz stosowanym procesem produkcji. Co więcej, na jaw wyszło, że tylko w jednym z przedpremierowych testów urządzeń aż 68 ze 100 sztuk okazało się wadliwych. Z czasem jednak liczba awaryjnych urządzeń zaczęła maleć. W lutym 2008 roku testy przeprowadzone przez świadczącą usługi gwarancyjne firmę SquareTrade wykazały, że spośród 1040 sztuk „tylko” 16% ulega awarii RRoD. Wśród pozostałych błędów, których to rozszerzona gwarancja już nie obejmowała, znalazły się problemy z odczytem danych, awarie kart wideo, zawieszenia dysku twardego, problemy z zasilaniem, a także sporadyczne nieprawidłowości z pracą tacki napędu optycznego. Firma podkreśliła jednak, że w rzeczywistości awaryjność urządzeń powinna być znacznie większa, jako że w miarę eksploatacji urządzenia liczba problemów będzie systematycznie wzrastać. W tym miejscu warto dodać, że pod koniec 2008 roku, w związku z błędem RRoD, wystosowano przeciwko Microsoft pierwszy pozew zbiorowy. Co prawda nie wiemy jak zakończył się ten pozew, jednak pewne jest, że korporacji udało się ten problem zażegnać, poddając swoje konsole stosownym modyfikacjom. Zmniejszono liczbę, rozmiar i rozmieszczenie wewnętrznych komponentów, jednostki CPU i GPU zabezpieczono przed zmianami wywoływanymi na skutek zmian temperatury, a ponadto dodano dodatkowy radiator. Niestety, konsole Xbox 360 dotknięte są jeszcze innym i równie często występującym problemem, który pozostał nierozwiązany do dziś.

Konsola jak niszczarka

Pierwsze wzmianki o porysowanych płytach z grami zaczęły pojawiać się praktycznie tuż po premierze urządzenia. Klienci skarżyli się, że po wyciągnięciu płyty z napędu znajdują się na niej nierzadko głębokie, spiralne lub owalne zadrapania,. Te w efekcie niszczą dany nośnik, uniemożliwiając dalsze prowadzenie rozgrywki. Pierwszy obszerniej sporządzony w tej kwestii test został przeprowadzony w lutym 2007 roku przez portal The Llamma’s Adventures. Wówczas była mowa o wybranych sztukach Xbox 360, których napęd pozbawiony był mechanizmu zdolnego utrzymać wirującą z dużą szybkością płytę w miejscu, co doprowadzało do kontaktu powierzchni nośnika z (prawdopodobnie) soczewką lasera. Doprowadzić do zarysowania wirującego nośnika było (i jest) stosunkowo łatwo, bowiem wystarczyło tylko przechylić lub poruszyć konsolą w trakcie pracy napędu. Powstałe w ten sposób zadrapanie w niektórych przypadkach czyni nośnik całkowicie bezużytecznym. Ale to nie wszystko – płyty zdawały się rysować także w tych lepiej umiejscowionych i zabezpieczonych przed wstrząsami konsolach, nierzadko ulegając zadrapaniom w trakcie nieoczekiwanego (wspomniane sporadyczne nieprawidłowości z pracą tacki napędu optycznego) zamykania się napędu ze źle ułożonym nośnikiem.


Porysowany nośnik Xbox 360

Problem zarysowanych płyt znany był inżynierom Microsoft jeszcze przed wydaniem konsoli na rynek. Nie zdecydowano się wówczas na obniżenie szybkości wirowania nośników, gdyż wydłużyłoby to czas potrzebny na załadowanie gry. Odrzucono również pomysł zamontowania odpowiednich zabezpieczeń, gdyż kosztowałoby to dodatkowe 11 milionów dolarów, a poza tym wymusiłoby to przesunięcie daty premiery konsoli (jak pamiętamy, Microsoft miał tu roczną przewagę nad swoim głównym konkurentem).

Problemu zarysowanych płyt nie rozwiązano również w „cieńszym” modelu Xbox 360 S, choć tu zdecydowano się na dostarczanie urządzenia ze stosowną naklejką, informującą użytkownika o zagrożeniach płynących z poruszania konsolą w trakcie pracy. W tym miejscu wspomnimy pokrótce, że w miarę upływu czasu pojawił się stosowny program wymiany płyt prowadzony przez Microsoft, umożliwiający pozyskanie nowego nośnika za około 20 dolarów. Sprawa rysowania płyt przez konsole Xbox 360 nabrała większego rozgłosu w roku 2007, głównie za sprawą duńskiego programu telewizyjnego Kassa, który to na prośbę skarżących się klientów przyjrzał się tej sprawie bardziej dokładnie. Wynikiem tego „śledztwa” było zgłoszenie do Microsoft pewnej drobnej uwagi – urządzenia produkowane przed końcem roku 2006 zawierały napędy TSST (Toshiba Samsung Storage Technology) będące odpowiednikami napędów Samsunga dla PC, przy czym wersje te były w stosunku do pierwowzoru pozbawione gumowych osłon chroniących soczewkę lasera. Później jednak dodano, że nie wszystkie napędy bez dodatkowej ochrony rysowały po płytach, co sugerowało, że faktycznie powstają one na skutek niepożądanego poruszania konsolą. Innymi słowy, nie można było stwierdzić, że użytkownik nie miał w zarysowaniu płyty żadnego udziału, a tym samym, że nie powstało ono z jego winy.

Z czasem lista poszkodowanych znacznie wzrosła. Z tego względu zdecydowano się na jeszcze obszerniejsze testy, tym razem upewniając się, że konsola została ustabilizowana, i że nikt nie ma do niej bezpośredniego dostępu. W ułożeniu poziomym jedna na dziewięć konsol uszkodziła płytę po kilku godzinach gry. Nieco gorzej było po postawieniu konsoli w pionie - w tym przypadku trzy z dziewięciu konsol uszkodziło zawarte w nich nośniki.

Niedługo potem Microsoft zaczął wymieniać „wadliwe” konsole na nowe (zaczynając od Holandii), a wkrótce także i porysowane nośniki, jeśli tylko były to produkcje Microsoftu.

W tym miejscu możemy już nawiązać do jednego z naszych wpisów z czerwca 2007 roku, „Xbox 360 rysuje Ci płyty? Twoja wina!”, dotyczącym ówczesnego, oficjalnego stanowiska firmy Microsoft odnośnie licznych zażaleń klientów. Jak pamiętamy, Meglena Kuneva, Europejska Komisarz ds. Konsumentów, pisemnie zwróciła się wówczas do korporacji z prośbą o wyjaśnienie całej sytuacji.

Najważniejsza część wystosowanej przez Microsoft odpowiedzi była następująca: „konsola Xbox 360 nie powoduje zniszczenia płyt z danymi, o ile jest właściwie użytkowana”. Firma dodała także, że nie jest to jakaś stała usterka konsol, a najprawdopodobniej problem występuje, gdy użytkownicy zaczynają przemieszczać konsolę, obracać nią, czy w jeszcze inny sposób niewłaściwie użytkują produkt. Mimo wystosowania tego komunikatu, sprawa ta najzwyczajniej w świecie ucichła.

Wiemy już, że Microsoft doczekał się pozwu w sprawie błędu RRoD. W lipcu 2007 roku firma została pozwana również z powodu rysowania i niszczenia przez jej konsole, jakby nie było drogich, nośników z grami - najpierw przez osobę prywatną, a później w formie pozwu zbiorowego, wystosowanego przez trzy amerykańskie firmy prawnicze, domagające się dla klientów m.in. zwrotu kosztów za uszkodzone gry, darmowej naprawy konsoli w celu zapobieżenia dalszemu rysowaniu płyt, a także zwrotu kosztów tym użytkownikom, którzy zapłacili z własnej kieszeni za inne rynkowe rozwiązania tego problemu. W marcu 2009 roku sprawą zainteresował się brytyjski program BBC – Watchdog. Według ustaleń zaangażowanych w niego osób, w idealnych warunkach konsola była w 100% sprawna. Do uszkodzeń płyt dochodziło jednak po zmianie warunków na zbliżone do domowych, w których to występują jednak drobne wibracje. Tak czy inaczej, stanowisko firmy Microsoft pozostaje niezmienne – to użytkownik ponosi winę za uszkodzone gry, gdyż porusza konsolą w trakcie jej pracy, pomimo licznych ostrzeżeń na naklejkach i w instrukcji użytkownika.

Pozwy i obecna sytuacja użytkowników

Użytkownicy swoje, Microsoft swoje. Rozstrzygnąć tę różnicę zdań może tylko i wyłącznie sąd na podstawie odpowiednich pozwów, z których najbardziej aktualnym i szeroko komentowanym jest pozew zbiorowy dotyczący właśnie problemu niszczenia płyt. Użytkownicy zarzucają firmie, że w czasie rozgrywki wirujące płyty już przy niewielkich wibracjach ulegają niekontrolowanemu przemieszczeniu, a tym samym zarysowaniu i zniszczeniu. I tu następuje sytuacja, która niejako opóźniła przebieg rozprawy. Microsoft starał się przekonywać, że pozew zbiorowy nie jest tu właściwy, gdyż ich zdaniem tylko 0,4% urządzeń zostało zgłoszonych przez użytkowników jako wadliwe, zaś zniszczenia powodowane są niewłaściwą obsługą konsoli. W 2012 roku stało się dokładnie tak, jak chciał tego Microsoft - wynikiem kolejnej sprawy sądowej było oddalenie pozwu z powodu jego formy. Jak stwierdził sędzia Martinez, zbyt mała liczba poszkodowanych - a tym samym sporadyczność problemu - uniemożliwiała złożenie pozwu zbiorowego. Pozew taki byłby wielce niekorzystny dla Microsoft, jako że pozwy te są znacznie bardziej szkodliwe w przypadku przegranej, a do tego zdecydowanie bardziej kosztowne.

Teraz jednak, w kwietniu bieżącego roku, sąd apelacyjny w Seattle podważył wcześniejszą decyzję sądu okręgowego uniemożliwiającą przeprowadzenie takiej rozprawy, przez co Microsoft będzie musiał się jednak z pozwem zbiorowym zmierzyć. Cała sprawa jest dosyć skomplikowana, więc podobnie jak do tej pory rozpatrzenie sprawy będzie znów trwało bardzo długo. Użytkownicy zapewne się tą wiadomością ucieszą, jako że daje ona nadzieję na realizację wymienionych wcześniej postulatów. Z kolei Microsoft może czuć się w tej kwestii dość niepewnie, zwłaszcza, że do stycznia 2012 roku żaden z modeli Xbox 360, nawet tych najnowszych, nie został w żaden sposób zmodyfikowany, by móc w jakimkolwiek stopniu zapobiec tego rodzaju „usterkom”.

Podsumowanie

Wpisem tym nie mamy zamiaru nikogo zniechęcać do zakupu konsoli Xbox 360. Prawdopodobieństwo zakupu rysującej nośniki konsoli jest stosunkowo niskie, choć mimo wszystkie nie zerowe. Dla tych, którzy już się zdecydują na, jakby nie było, starszą konsolę Xbox, proponujemy kilka rozwiązań, które pomogą zminimalizować ryzyko ewentualnej utraty danych. Przede wszystkim warto zadbać o poziome ustawienie konsoli, która w takim położeniu będzie zdecydowanie bardziej stabilna. Pod urządzenie warto podłożyć coś miękkiego, co zniweluje mniejsze drgania – byle nie zatykać w ten sposób wentylatorów konsoli. Nie należy umieszczać konsoli w pobliżu głośnika nisko tonowego – te potrafią wprowadzić drgania w całym mieszkaniu. Jeśli aktualnie nie gramy, nie warto zostawiać gry włączonej (chyba że zaraz do niej wrócimy) - w ten sposób ograniczymy czas pracy napędu. Warto tu także rozważyć instalację danej gry na dysku twardym konsoli, co skróci czas odczytu z nośnika do niezbędnego minimum.


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Xbox 360