Recenzja Age of Empires III: Warchiefs

Recenzja Age of Empires III: Warchiefs

 Krzysztof Gudowski
Krzysztof Gudowski
00:00
02.09.2007
5622 wyświetlenia

Dawno temu w trawie...

Kiedy na rynku gier komputerowych pojawiła się trzecia odsłona słynnego tytułu Age of Empires środowisko graczy zadrżało. Stawiane jeszcze przed wydaniem pytania o zmiany (zarówno te w sferze graficznej jak i samej rozgrywki) sprawiały, że obóz miłośników serii podzielił się na trzy człony – lubiących część trzecią, nie lubiących jej oraz na użytkowników pierwszy raz mających styczność z tą grą. Ile osób wypowiadało się na ten temat tyle było różnych opinii. Jedni krytykowali grafikę – drudzy się nią zachwycali. Niektórym nie podobały się nowe funkcje programu – inni byli pochłonięci grą do reszty. Tak, czy owak – tytuł wywołał prawdziwą burzę. A cóż jest lepszego dla wydawcy i producenta niż zainteresowanie?

Age of Empires 3: The Warchiefs

Od tamtych wydarzeń minęło trochę czasu. Teraz do naszych rąk Ensembles Studio oddaje pierwszy dodatek rozszerzający możliwości rozgrywki. Jego tytuł brzmi „The Warchiefs”. Pracując nad wersją podstawową gry producent zrezygnował z włączenia plemion indiańskich do czynnej rozgrywki – pełnili oni symboliczną rolę i byli tylko tłem dla całej produkcji. Ja, przyłączając się do rzeszy fanów serii na całym świecie, żałowałem, że nie pozwolono mi na obserwowanie akcji gry z perspektywy rdzennych mieszkańców Ameryki. Dodatek „The Warchiefs” w całości skupia się właśnie na tym aspekcie gry, wprowadzając kilka nowych rozwiązań i sprawia, że rozgrywka jest jeszcze ciekawsza. Do naszej dyspozycji (oprócz europejczyków) są trzy indiańskie plemiona, mianowicie: Aztekowie (posiadający świetnie wyszkoloną piechotę), Siuksowie (szczycący się wyśmienitą kawalerią) oraz Irokezi (odpowiedzialni za rozwój artylerii i maszyn oblężniczych). Niestety nie obyło się również bez małych mankamentów – ale o tym za chwilę.

Zmiany w stosunku do wersji podstawowej

Nakładka na podstawową wersję gry nie wprowadza żadnych zmian w sferze wymagań systemowych. Do płynnego działania programu potrzebny jest komputer z procesorem Pentium / Athlon 1.4 Ghz, 256 MB RAM (512, gdy zamierzamy grać na Windows Vista), karta graficzna z 64 MB RAM oraz dodatkowe 2 GB wolnego miejsca na dysku. Trudno szukać nowości również w samym menu. Wygląda ono identycznie jak w "zwykłym" Age of Empires 3 - w tle widać jedną z metropolii, a wyborów dokonujemy dzięki kilku nieanimowanym przyciskom po lewej stronie ekranu. Jest tak, jak było - schludnie i bez zbędnych (obciążających komputer) fajerwerków. Do wyboru mamy tylko dodatkową kampanię, o której powiem kilka słów więcej w dalszej części recenzji. W czasie rozgrywki jak i w menu nie zmieniono ścieżki dźwiękowej, co uważam w tym wypadku za potężny plus, gdyż przypadła mi ona do gustu i świetnie pasuje do klimatu gry. Zarówno odgłosy jak i muzyka stoją na wysokim poziomie.

Kampania dla jednego gracza

Zaimplementowana w grze kampania kontynuuje wątki z Age of Empires 3. Obserwujemy poczynania Nathaniela Blacka – mieszkającego w wiosce indiańskiej i aktywnie biorącego udział w sporach pomiędzy zarówno rdzennymi mieszkańcami Ameryki jak i „bladymi twarzami”. Choć sama historia nie jest zbyt oryginalna, uważam, że jest znacznie ciekawsza i odpowiednia do gry tego typu niż zahaczająca o science-fiction kampania wersji podstawowej. W czasie rozgrywki poznamy również postaci historyczne, takie jak George Washington. Niestety ten ciekawy element gry został bardzo okrojony - i co tu dużo mówić - jest bardzo krótki i nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Zdecydowanie brakuje w niej możliwości współpracy z Aztekami. Częściej również walczymy wojskami stricte amerykańskimi aniżeli indiańskimi. Szkoda, że autorzy nie pokusili się o przygotowanie trzech osobnych scenariuszy (dla każdego plemienia jeden).

Grafika wciąż bez zastrzeżeń

Nie uległ zmianie silnik gry – oprócz paru drobnych, ale istotnych szczegółów które sprawiają, że graficznie program sprawia wrażenie „domuskanego”. O ile postaci w Age of Empires 3 były do siebie podobne, o tyle każda z ras indiańskich ma swój charakterystyczny wygląd. Oczywiście nawet na największym powiększeniu gra się wyśmienicie i użytkownik nie jest zmuszony do oglądania kantów. Oczywiście tak samo jak w podstawowej wersji tej produkcji na każdym kroku do czynienia mamy z silnikiem Havoc, odpowiedzialnym za fizykę gry. Dzięki niemu mamy stuprocentową pewność, że ruch kul armatnich, ściętych drzew, czy odrzucanych siłą wybuchu ludzi będzie zgodny z zasadami fizyki. Widziałem engine Havoc w różnych grach, ale śmiem twierdzić, że dopiero zaimplementowany w Age of Empires pokazuje w pełni swoje możliwości, w czasie nawet najzwyklejszych czynności.

Nowe elementy rozgrywki

Sama rozgrywka wzbogacona została o nowe elementy. Pierwszym – najbardziej rzucającym się w oczy – jest ognisko w indiańskiej wiosce. Mieszkańcy mogą wykonywać wokół niego taniec, dzięki któremu otrzymywać będziemy dodatkowe zaopatrzenie, więcej wojska i inne bonusy. Oczywiście im więcej tańczących, tym większa skuteczność. O nowych jednostkach wojskowych wspominać chyba nie muszę, gdyż jest to oczywiste. Niestety siły czerwonoskórych mieszkańców Ameryki i przybyszów ze Starego Kontynentu są bardzo źle zrównoważone. O pomstę do nieba woła fakt, że niemalże cudem jest wygranie z europejczykami w późniejszych erach. Z drugiej strony może zdecydowano się na zgodność z faktycznymi, historycznymi realiami? Kolejną nowością jest wprowadzenie możliwości wszczęcia indiańskiej rewolucji – co jest przeze mnie wykorzystywane jako ostatnia deska ratunku. Po wybraniu tej opcji rozwój gospodarczy jest zahamowany, a do dyspozycji oddanych zostaje kilka jednostek lekkiego wojska. Wraz z rozwojem trzeciej odsłony Age of Empires zmieniły się również Saloony, w których „blade twarze” wynajmować mogą różne jednostki – choćby tak egzotyczne jak japońskich ninja. Trochę to naciągane, ale zabawne. A o zabawę przecież tu chodzi. Mimo kilku wprowadzonych zmian sposób w jaki toczymy boje nie uległ zmianie. Nadal nie ma tu miejsca na skomplikowane taktyczne rozegrania bitew, liczy się natomiast ilość wojska - im więcej w krótszym czasie jednostek zostanie wyszkolonych tym lepiej. Uważam, że autorzy powinni w kolejnym dodatku przywiązać więcej wagi do tego aspektu produkcji, ponieważ po kilku miesiącach gry wpaść można w rutynę: szybko wybudować, natychmiast wyszkolić i czym prędzej wysłać.

Tryb Multiplayer nadal jest oparty na sprawdzonym już Ensemble Studio Online (ESO). Korzystamy tu z tego samego konta, które zarejestrowaliśmy wraz z instalacją Age of Empires 3. Niestety ze względu na zbyt duże różnice sił pomiędzy nacjami, gra nie bawi już tak jak dawniej.

Polonizacja

Kilka zastrzeżeń mam do polskiego wydania Age of Empires 3: The Warchiefs. Aktorzy podkładający głos pod postaci nie wykonali moim zdaniem dobrej roboty. Całość brzmi sztucznie i bez żadnego wyrazu. Zdarzają się również dziwne tłumaczenia tekstów w grze. Wydawać by się mogło, że po firmie CDProjekt można się spodziewać polonizacji na najwyższym poziomie - w tym wypadku niestety tak nie jest. Osobom znającym język królowej Elżbiety polecałbym zakup wersji angielskiej (którą bez problemu można zainstalować na polskim Age of Empires 3).

Podsumowanie

A więc, czy dodatek do gry Age of Empires 3 wart jest zakupu? Uważam, że zdecydowanie tak. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, iż jeśli wersja podstawowa gry nie przypadła Ci do gustu dodatek nic w tej kwestii nie zmieni. Jeśli jednak jesteś zagorzałym fanem trzeciej odsłony serii, nie zastanawiaj się i pędź do sklepu ile sił w nogach. A gdy już skończysz zabawę, zainstalujesz kolejny (zapowiedziany już przez ES dodatek). Szczerze polecam.

Plusy:
+ wymagania
+ grafika
+ ciekawa i oparta na historii Ameryki kampania
+ dźwięk
+ nowe opcje rozgrywki
+ cena

Minusy:
- krótka kampania
- polonizacja
- złe zrównoważenie sił jednostek indiańskich i europejskich


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Age of Empires III: Warchiefs