Zamknij komunikat

Co czeka nas na jutrzejszej konferencji w Szanghaju?

Już jutro rozpoczyna się ostatni, trzeci już w tym miesiącu event Microsoftu. Odbędzie się on w Szanghaju, zaś relację będziecie mogli śledzić na naszym Portalu, na bieżąco od godziny 13 naszego czasu. Co jednak pojawi się na wspomnianym wydarzeniu? Teorii jest wiele, jednak krążą one w większości wokół Surface Pro 5, którego według naszych informacji po prostu tam… nie będzie. Przynajmniej nie w formie całkowicie nowego urządzenia. Postaraliśmy jednak sięgnąć nieco głębiej, by uchylić przed Wami rąbka tajemnicy już teraz, dzieląc się swoimi przypuszczeniami.

Niewiele rzeczy jest pewnych, jednak wiadomo, że pojawi się na nim Panos Panay. Odpowiedzialny jest on za urządzenia linii Surface, co sugeruje, że prawdopodobnie zaprezentowane zostanie kolejne z nich. Niemal pewnym jest, że chodzi o odświeżoną wersję Surface Pro 4,, o której pisaliśmy kilka dni temu na łamach naszego Portalu. Jeśli wierzyć źródłom, ma ono figurować pod prostszą nazwą, czyli Surface Pro. Pokrywa się to z wypowiedzią samego Panaya, który stwierdził, że nie istnieje coś takiego jak Surface Pro 5. Jeśli chodzi zaś o rzeczy mniejsze w kontekście hybryd Microsoftu, zaprezentowane zostaną nowe akcesoria przeznaczone właśnie dla nich: klawiatura pełniąca rolę osłony na ekran, wykonana z alcantary dostępna w kilku wariantach kolorystycznych, oraz nowe rysiki, które od poprzedników różnić się będą wyłącznie kolorem.

#MicrosoftEvent 2017, jedyna taka relacja, na CentrumXP!

Co jednak bardziej intrygujące, zapowiedź Panosa Panaya na Twitterze została otagowana hasłem #Surface, co może odnosić się nie tylko do hybrydy laptopa z tabletem, ale nawet do wyczekiwanego przez wielu strong Surface Phone. Pojawienie się tego urządzenia tłumaczyłoby tajemniczą otoczkę całego wydarzenia. Zważywszy na brak jakichkolwiek konkretów na ten temat ostatnimi czasy (pomijając zdawkową wypowiedź Nadelli, z początku maja), możemy spodziewać się jakiegoś rodzaju przełomu w tej sprawie.

To jednak nie wszystko, jeśli chodzi o „większe” tematy, które poruszone zostaną na nadchodzącym #MicrosoftEvent. Wygląda na to, że po raz kolejny poruszona zostanie kwestia rzeczywistości rozszerzonej. W grudniu ubiegłego roku, chińska firma 3Glasses dołączyła do partnerów Microsoftu tworzących gogle VR; miało to miejsce podczas konferencji WinHEC. Zapowiedziano wtedy dostarczenie przez nich urządzenia tego typu w pierwszej połowie 2017 roku. Oznacza to, że jutrzejsza konferencja, to dla nich w zasadzie ostatni dzwonek. Co ciekawe, dzień później do sprzedaży na chińskim rynku trafić mają niemłode już gogle Microsoftu, HoloLens. Czy będzie to w jakiś sposób ze sobą powiązane, ciężko jest stwierdzić.

Jeśli zaś chodzi o pozostałe, pomniejsze punkty programu, nie ma w zasadzie co do nich żadnych jasnych wskazówek. Harmonogram eventu, oraz jego detale w dalszym ciągu stoją pod znakiem zapytania. Pewnym jest zdecydowanie jedno: Microsoft chce pokazać światu, co będzie dalej.

SkomentujSkomentuj (2) Redakcja: Amadeusz Labuda Opublikowano: 22 maja 2017, 15:36 Kategoria: Wydarzenia specjalne

Microsoft zwiększa rozmiary wyświetlanych hologramów w okularach AR

Rzeczywistość rozszerzona/połączona w portfolio Microsoft to nie tylko HoloLens czy zestawy i akcesoria zgodne z Windows Mixed Reality, ale też dziesiątki prototypów, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Czasami jednak firmie z Redmond zdarza się uchylić nieco rąbka tajemnicy. Niedawno widzieliśmy jeden z pierwszych prototypów soczewek holograficznych, testowanych przez Microsoft 7 lat temu. Od tego czasu zmieniło się wiele, jednak kategoria Mixed Reality ciągle wymaga rozwinięcia.

Jedną z największych bolączek współczesnych zestawów AR (np. HoloLens) jest ograniczony zakres wyświetlania hologramów. Oznacza to, że hologramy nie są po prostu nanoszone na całe pole widzenia użytkownika, przez co wrażenie ich 'rzeczywistości' nie jest tak przekonujące. Microsoft Research stara się to zmienić, opracowując prototyp kompaktowego zestawu ubieralnego. Te niepozorne na pierwszy rzut oka okulary oferować mają obraz w wysokiej rozdzielczości z zasięgiem pola widzenia sięgającym 80 stopni.

Okulary wyświetlają na soczewkach prawdziwe hologramy kreowane przez interferencję promienia laserowego. Przy udziale dodatkowych optymalizacji, takich jak system śledzenia ruchów gałek ocznych, hologramy można tworzyć w czasie rzeczywistym z wykorzystaniem desktopowego GPU (np. NVIDIA GeForce GTX 980 TI) i przy wysokich częstotliwościach odświeżania (90-260 Hz).

Po bliższym zapoznaniu się z prototypowymi okularami możemy stwierdzić, że błędem byłoby mówienie o nich jako o szerokokątnym HoloLens. Z drugiej strony Microsoft może posiłkować się takimi patentami podczas tworzenia HoloLens 3.0. O ile druga generacja została przeskoczona nie tylko w celach marketingowych, to urządzenie może okazać się dużo bardziej immersyjne od pierwowzoru. Microsoft może też pracować nad rozwinięciem swojej rodziny produktów, wprowadzając do niej Mixed Reality Glasses. Okulary podobne do tych, które widzieliśmy powyżej, według plotek pojawią się na rynku w roku 2019.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Krzysztof Sulikowski Opublikowano: 22 maja 2017, 14:59 Kategoria: Sprzęt

Dlaczego w Windows 10 S nie uruchomimy Linuksa ani wiersza poleceń?

Zaprezentowany na początku tego miesiąca Windows 10 S to system, który wyróżniać się ma dwiema cechami - wydajnością i bezpieczeństwem. Zapewnia to m.in. ograniczenie możliwości uruchamiania aplikacji do tych pochodzących ze Sklepu Windows. Innymi słowy, jeśli program nie znajduje się w Sklepie, użytkownik Windows 10 S może o nim zapomnieć (chyba że wykona upgrade do wersji Pro - dla niektórych będzie on darmowy). Okazuje się jednak, że nawet Sklep nie jest gwarantem uruchomienia każdej aplikacji.

Początkowo wydawać by się mogło, że jeśli aplikacja lub zawartość znajduje się w Sklepie Windows, to musi się ona uruchomić w Windows 10 S. Microsoft jednak takiej gwarancji nigdy nie dał, czego przykładem jest choćby kwestia Linuksa. Na minionej konferencji Build 2017 firma przedstawiła kilka nowości, które trafią do Sklepu. Chodzi o aplikacje pokroju Spotify i iTunes, ale też trzy dystrybucje Linuksa - Ubuntu, openSUSE i Fedora. Choć Windows 10 od dłuższego czasu pozwala uruchomić powłokę linuksową, nie dotyczy to wszystkich edycji systemu.

Microsoft tłumaczy, że w edukacyjnej wersji systemu nie uruchomimy Linuksa ani aplikacji konsolowych: "Sam fakt, że 'aplikacja' pochodzi ze Sklepu Windows NIE oznacza automatycznie, że jest bezpieczna i odpowiednia do uruchomienia w Windows 10 S. Są aplikacje, których uruchamianie nie jest dozwolone w Windows 10 S, wliczając w to wszystkie aplikacje wiersza poleceń, powłoki [shell] i Konsole". Skąd taka decyzja? "Windows 10 S jest dedykowany głównie użytkownikom nie-technicznym, a więc nauczycielom i uczniom szkół podstawowych, a także uczniom kierunków nie-technicznych, twórcom zawartości, artystom etc. - osobom, które zwykle nie chcą poświęcać wiele czasu i wysiłku na świrowanie ze swoim PC; osobom, które po prostu spodziewają się, że ich komputer będzie działał bezpiecznie, szybko, niezawodnie i efektywnie - wyjaśnia Microsoft.

By rozwiać wszelkie wątpliwości, Microsoft dodaje, że "Windows 10 S nie jest dobrze dopasowany do wielu deweloperów aplikacji/hakerów, adminów i profesjonalistów IT". W systemie tym nie uruchomimy więc nie tylko instancji linuksowych, ale też zaimplementowanych w Windows narzędzi, takich jak CMD czy PowerShell.

SkomentujSkomentuj (1) Redakcja: Krzysztof Sulikowski Opublikowano: 22 maja 2017, 14:17 Kategoria: Windows 10

Możliwości Project Scorpio limitowane przez tryb multiplayer?

Czerwiec jest znany w środowisku graczy głównie z jednego wydarzenia, mianowicie targów E3. Podczas ich trwania, największe firmy ujawniają detale dotyczące swych najnowszych produkcji oraz sprzętu, który zamierzają niebawem wypuścić na rynek. Najprawdopodobniej podczas najbliżej edycji tego eventu, która ma mieć miejsce od 13 do 15 czerwca 2017 roku, przedstawione zostaną wszelkie detale dotyczące Project Scorpio, długo wyczekiwanej konsoli Microsoftu. Nie przeszkadzało to jednak użytkownikom Twittera w ciągłym zadawaniu pytań na jej temat, dzięki czemu udało się uszczknąć nieco więcej informacji, niż dostępnych było dotychczas.

Najgorętsze obecnie dyskusje w temacie Scorpio dotyczą jednego, bardzo konkretnego elementu: mowa tu o wpływie rozgrywki między-platformowej na ilość FPS (czyli ilość klatek wyświetlanych na ekranie w ciągu sekundy). Dokładniej rzecz ujmując, podczas rywalizacji w dynamicznych tytułach, duże znaczenie ma płynność, z jaką wyświetlany jest obraz, co stanowi niejednokrotnie o potencjalnej wygranej, bądź też przegranej. Jak wiadomo, różnica w wydajności Xbox One oraz Project Scorpio będzie kolosalna, co teoretycznie umożliwić ma uruchomienie na najnowszej konsoli płynnie gier, które tą cechą w przypadku poprzednika raczej nie grzeszą (60 FPS vs 30 FPS). W tym miejscu powstaje pytanie, co stanie się, kiedy gracze z obu wspomnianych konsol spotkają się w jednej rozgrywce? Obaj limitowani będą do 30 FPS, kosztem jakości u gracza, który posiada nowszy sprzęt, czy też Project Scorpio z uwagi na płynniejszy obraz da mu większe szanse? Przed takim właśnie pytaniem został postawiony główny inżynier Xbox, Mike Ybarra. W odpowiedzi stwierdził on, że Microsoft nie będzie w żaden sposób tego regulował, zaś decyzja należy do twórców danego tytułu.

Czy oznacza to, że czeka nas era tytułów, które działać płynnie będą jedynie podczas gry w trybie solo? Prawdopodobnie nie, jednak ciężko jest przewidzieć co pod tym kątem przyniesie nam przyszłość. Koniec końców, zjawisko multi-platformowości nie jest dzisiaj zbyt rozpowszechnione.

SkomentujSkomentuj (1) Redakcja: Amadeusz Labuda Opublikowano: 22 maja 2017, 10:39 Kategoria: Xbox Scorpio

Dystopijne nadużycia dokonywane przez kamerę Microsoftu są nieuniknione

Podczas konferencji Build 2017, CEO Microsoftu, Satya Nadella nawoływał, aby ludzkość odpowiedzialnie korzystałą z technologii. Było to preludium do wprowadzenia przez Microsoft nowego, problematycznego urządzenia jakim jest bardzo zaawansowana technicznie kamera AI, za pomocą której, możliwym staje się śledzenie i rozpoznanie ludzi, a także miejsc i obiektów.

Co prawda już dziś zainstalowano miliony kamer w różnych miejscach, np. budynkach, ulicach itd., w efekcie czego obywatele, często nieświadomie, są śledzeni. Nie jest to jednak aż tak kłopotliwe, ze względu na brak informacji na temat obserwowanej osoby; personel obsługujący monitoring tak naprawdę rzadko wiedział, kim jest obserwowany obywatel. Dlatego w większości przypadków, służyło to jako dodatkowy system bezpieczeństwa, np. wzywający odpowiednie służby na miejsce zdarzenia. Teraz może się to zmienić za sprawą nowych kamer AI. Jak informuje Microsoft, ta technologia pozwoli na przeszukanie rzeczywistego świata. Motywem przewodnim giganta, jak to stwierdził, jest przede wszystkim bezpieczeństwo. Podczas prezentacji zostały przedstawione różne miejsca pracy i różne scenariusze, w których rozwiązanie Microsoftu ma znaleźć zastosowanie. Dotyczyło to zarówno osób znajdujących się w zasięgu widzenia kamery, jak i przedmiotów; w obu przypadkach można zauważyć identyfikację obiektu.

Dystopijne rozwiązania Microsoftu

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze śledzenie zawartości komputerów z zainstalowanym systemem Windows 10. Jest to możliwe dzięki patentowi, który Microsoft niedawno uzyskał. Prócz tego, że nielegalne treści (w tym system) będą mogły być blokowane, dochodzi fakt, że Microsoft ma otwartą drogę do inwigilacji obywateli z poziomu komputera, jak i wkrótce poza nim. Należy jeszcze wspomnieć o Windows Hello, któremu prócz obrazu twarzy, użytkownik może oddać także swój odcisk palca. Dobrowolnie. Oczywiście wszystko w imię bezpieczeństwa…

Wystarczy jeszcze porozumienie z innymi firmami, lub co gorsza, rządami, aby te miały pełną kontrolę nad życiem obywateli. Wygląda na to, że wbrew zapewnieniom Nadelli, Wielki Brat planuje nam stworzyć Nowy, wspaniały świat.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Damian Lisak Opublikowano: 22 maja 2017, 10:36 Kategoria: Bezpieczeństwo

Windows znów zagrożony. WikiLeaks informuje o nowym spyware od CIA

Jak alarmował niedawno Microsoft, gromadzenie exploitów przez służby wywiadowcze staje się przedmiotem obaw o bezpieczeństwo i prywatność milionów użytkowników z całego świata. Brak zaufania do agencji rządowych nie jest bezpodstawny. W zeszłym miesiącu wybuchł skandal, gdy opublikowano arsenał narzędzi hakerskich i exploitów NSA. Tymczasem portal WikiLeaks opublikował kolejne niepokojące dane, wchodzące w skład serii Vault 7. Chodzi o exploit ze zbiorów CIA, który wykorzystuje podatność we wszystkich wersjach Windows z ostatnich kilkunastu lat.

Spyware o nazwie Athena miał zostać stworzony przez CIA we współpracy ze Siege Technologies, firmą technologiczną z siedzibą w New Hampshire. Athena pozwala atakującemu przejąć całkowitą kontrolę nad systemem, pobierać i wysyłać dane z i do zdalnych lokalizacji (jak np. serwery CIA), usuwać dane z dysku i instalować na komputerze ofiary dodatkowe złośliwe oprogramowanie, które posłużyć może kolejnym infekcjom. Według raportów Athena działa na wszystkich wersjach Windows, począwszy od XP, kończąc na Windows 10.

Złośliwe oprogramowanie Centralnej Agencji Wywiadowczej zostało szczegółowo opisane: "Po zainstalowaniu malware dostarcza alarmujących możliwości (w tym uzyskania kontroli nad konfiguracją i zadaniami), ładowania/usuwania z pamięci złośliwych payloadów dla pewnych zadań oraz dostarczania i pozyskiwania plików do/z konkretnych lokalizacji w docelowym systemie. Pozwala też operatorowi konfigurować ustawienia w trakcie działania programu (gdy cel jest zarażony), by dostosować go do operacji".

Athena jest ostatnim z wyciekłych podatności, stworzonych przez służby wywiadowcze celem inwigilacji obywateli. Ostatnia z głośnych spraw także była ich udziałem. WannaCry, który w zeszłym tygodniu zainfekował prawie 417 tysięcy komputerów (98% pod kontrolą Windows 7), miał zostać stworzony w oparciu o wyciekłe wcześniej informacje NSA. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec skandalizujących przecieków, kompromitujących agencje rządowe. Kolektyw hakerski Shadow Brokers zapowiedział ujawnienie kolejnych exploitów i materiałów uderzających w systemy bankowe czy programy atomowe kilku państw.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Krzysztof Sulikowski Opublikowano: 21 maja 2017, 20:49 Kategoria: Bezpieczeństwo

WannaCry infekował głównie Windows 7. Udział XP był marginalny

Wydaje się, że wrzawa, jaka została podniesiona przy najgłośniejszych atakach tego roku, powoli już dogasa. Po opanowaniu groźnego ransomware (złośliwego oprogramowania szyfrującego dane i żądającego okupu) o nazwie WannaCry przyszedł czas na chłodniejsze analizy. Jednej z nich podjął się Kaspersky Lab, dzięki czemu wiemy już dokładnie, które wersje Windows były najbardziej narażone na atak.

Zagrożenie, które pojawiło się w zeszłym tygodniu, stało się tak dotkliwe, że Microsoft postanowił wypuścić łatki bezpieczeństwa dla niewspieranych od kilku lat systemów, wliczając w to Windows XP. Czy było to aż tak potrzebne? Z jednej strony - tak. Dzięki łatkom tysiące użytkowników z całego świata uniknęła ryzyka infekcji, jednak z drugiej - nawet mimo publikacji łatek w ciągu doby od wybuchu plagi najwięcej ataków miało miejsce w nowszych systemach. Paradoksalnie, 98% infekcji stało się udziałem Windows 7, który de facto jest ciągle wspierany, a podatność, którą atakował WannaCry, została załatana kilka miesięcy temu.

Windows XP, dla którego łatka wydała się sporym zaskoczeniem, na atakach ucierpiał najmniej. Według badań przeprowadzonych przez Kasperky Lab niewspierany od ponad 3 lat system stał się celem maksymalnie 0,1% ataków WannaCry. Nie bez znaczenia jest też fakt, że XP posiada kurczącą się bazę użytkowników (7,04% udziału na rynku PC), podczas gdy tytuł lidera wciąż należy do Windows 7 (48,5% udziału). Co ciekawe, firma odnotowała też ataki na Windows 10 x64 (0,03%), choć Microsoft ogłosił wcześniej, że Windows 10 jest odporny na WannaCry. Skąd więc te liczby? Jak tłumaczy Costin Raiu z Kaspersky Lab, odpowiedzialni są za to "testerzy i manualne infekcje". Ile właściwie urządzeń zostało zainfekowanych robakiem? Według ostatnich danych ich liczba sięga prawie 417 tysięcy!

Z opublikowanych danych można wyciągnąć wniosek, że najbardziej narażone na ataki nie były wcale systemy z wygaszonym wsparciem, lecz najbardziej rozpowszechniony system, którego użytkownicy nie pobierają niezbędnych aktualizacji bezpieczeństwa.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Krzysztof Sulikowski Opublikowano: 20 maja 2017, 18:23 Kategoria: Bezpieczeństwo

Nowy Surface Pro, odgrzany kotlet czy krok naprzód?

Linia urządzeń Surface, mimo swojej dosyć wysokiej ceny, nadal cieszy się niesłabnącą popularnością. Nic zresztą dziwnego, są to maszyny jedyne w swoim rodzaju, łączące w sobie perfekcyjne wykonanie wraz z całkiem dobrymi parametrami (pod warunkiem, że nie zamierzamy na nich grać, czy też renderować filmów). Najczęściej obecnie spotykanym przedstawicielem tej linii jest zdecydowanie Surface Pro 4, czyli całkiem wydajna hybryda tableta z laptopem. Niestety, każdy sprzęt się starzeje, zaś od jego premiery minęło już półtora roku, podczas którego przestał być on postrzegany jako lider wydajności w swoim segmencie. To jednak ma szanse niedługo się zmienić, bowiem spodziewamy się, że podczas konferencji w Szanghaju zostanie zaprezentowany jego następca.

Jeden z bardziej trafnych informatorów, Evan Blass, który to zajmuje się głównie nowinkami sprzętowymi, ujawnił niedawno zdjęcia najnowszego urządzenia Microsoftu, jakim jest odświeżona wersja Surface Pro 4. Urządzenie ma nazywać się od teraz po prostu Surface Pro, zaś z samych grafik niewiele można wywnioskować. Pewnym jest, że wśród dostępnych portów nie znajdziemy USB-C, którego wielu oczekiwało. Ponadto, akcesoria które możemy zobaczyć na jednym ze zdjęć, to najnowsza mysz oferowana przez Microsoft (Surface Arc Mouse), oraz doczepiana klawiatura wykonana z alcantary (specyficzny materiał, wykorzystany również w Surface Laptop). Na tej podstawie można by dojść do wniosku, że cała sprawa to po prostu ponowna próba wciśnięcia klientom tego samego sprzętu, należy jednak pamiętać, że zdjęcia nie oddają prawdziwej specyfikacji sprzętu. Całkiem prawdopodobnym jest bowiem, że procesor zostanie wymieniony na jeden z topowych modeli Intela, zbudowanych w oparciu o architekturę Kaby Lake. Niewykluczone również są zmiany pozostałych komponentów, jednak na chwilę obecną możemy w tej kwestii co najwyżej zgadywać.

Jedno ze zdjęć Surface Pro, na którym widać akcesoria

Więcej informacji prawdopodobnie poznamy dopiero na nadchodzącej konferencji #MicrosoftEvent, która odbyć ma się 23 maja w Szanghaju. Oczywiście na łamach naszego Portalu będziecie mogli śledzić relację, na którą już teraz serdecznie zapraszamy.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Amadeusz Labuda Opublikowano: 19 maja 2017, 15:01 Kategoria: Surface

Fall Creators Update wniesie sporo do ułatwień dostępu

Praktycznie każda duża aktualizacja Windows 10 wprowadza nowe ułatwienia dostępu lub udoskonala te już istniejące. Nie inaczej będzie w Fall Creators Update, zapowiedzianym na wrzesień tego roku. Microsoft opublikował już zapowiedzi, które ogniskują się w trzech głównych obszarach - Narratorze, rozszerzonych funkcjach dla użytkowników z wadami wzroku oraz usprawnionych doświadczeniach czytania i pisania. Poniżej przytoczymy dokładny harmonogram jesiennych nowości.

Narrator

  • Tryb poznawania urządzenia - Narrator zyska możliwość wysyłania poleceń z klawiatury, ekranu dotykowego lub ekranu Braille'a, a następnie zwracania w odpowiedzi opisu tego, do czego służy dane polecenie, bez konieczności jego wywoływania;
  • Poprawiona użyteczność - Narrator będzie odczytywał kontrolki w sposób dokładniejszy i spójniejszy. Tryb skanowania będzie domyślnie włączony (i zapamiętany między sesjami), traktując aplikacje pokroju Ustawień czy Pogody jak witryny internetowe. Microsoft wspomina o dalszym rozwoju zunifikowanego modelu interakcji, w którym aplikacje Windows i strony w przeglądarce są obsługiwane przy pomocy tego samego zestawu poleceń, także w pracy z Narratorem;
  • Poprawiona obsługa Braille'a - użytkownicy zyskają możliwość pisania i czytania z użyciem różnych translacji Braille'a, a także wprowadzania tekstu dla skrótów aplikacji i modyfikowania klawiszy. Dzięki temu ekran Braille'a może wykonywać typowe zadania, jak przełączanie się między aktywnymi aplikacjami (ALT + TAB) czy pogrubienie tekstu (CTRL + B);
  • Automatyczne generowanie opisów obrazów - Narrator otrzyma wsparcie sztucznej inteligencji, która rozpoznaje zawartość zdjęć czy grafik. Jest to przydatne zwłaszcza w tych miejscach, gdzie grafiki nie posiadają alternatywnego tekstu. Dodatkowo funkcja umożliwi "wyciągnięcie" tekstu z grafik przy użyciu technologii OCR.

Wizualne ułatwienia dostępu

  • Poprawione działanie Lupy - Lupa będzie mogła automatycznie podążać za Narratorem, stąd użytkowanie tych dwóch narzędzi jednocześnie stanie się dużo wygodniejsze. Lupa otrzyma też opcje wygładzania czcionek i obrazów, a także możliwość przybliżania/oddalania obrazu przy użyciu pokrętła myszy;
  • Filtry kolorów - Windows 10 w aktualizacji Fall Creators Update zyska opcje filtrów kolorów na poziomie systemowym. Filtry te dedykowane będą m.in. osobom nierozróżniającym kolorów czy z nietypową wrażliwością na jasność.

Ułatwione pisanie i czytanie

  • Learning Tools - Edge, oprócz wsparcia dla e-booków, funkcji ich czytania na głos przez Narratora (także z jednoczesnym podświetlaniem czytanego tekstu) zyska wsparcie dla Learning Tools;
  • Podpowiedzi słowne - podobnie jak ma to miejsce w klawiaturze ekranowej (dotykowej), prognozowanie i podpowiadanie słów będzie wspierane przy pracy z klawiaturą sprzętową. Funkcja będzie na razie dostępna tylko w angielskiej (US) wersji językowej.

Microsoft dodaje, że opisane wyżej funkcje w wersjach przedpremierowych będą dostępne w najbliższym miesiącach w Windows Insider Program. Firma czeka też na feedback, dzięki któremu Windows stanie się jeszcze bardziej przystępny. Czekając na nową aktualizację, możemy przypomnieć sobie jeszcze, jakie ułatwienia dostępu wprowadził pierwszy Creators Update.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Krzysztof Sulikowski Opublikowano: 19 maja 2017, 13:50 Kategoria: Windows 10

Microsoft Planner w końcu na smartfonach!

Od pewnego czasu gigant z Redmond stara się podnieść jakość oferowanych przez siebie rozwiązań, zwłaszcza w segmencie optymalizacji czasu pracy. Dowodem tego jest chociażby niezwykle udana aplikacja Microsoft Planner. Służy ona między innymi do planowania zadań w grupach, prostego przydzielania zadań, czy też współdzielenia plików. Nie zabrakło również wbudowanego czatu do komunikacji pomiędzy użytkownikami. Niestety, borykał się ona z pewną bolączką: mianowicie, dostępny był wyłącznie na komputerach, co wyraźnie zmniejszało jego przydatność.

Niemal rok temu Microsoft zapowiedział, że planuje wydać również aplikację w wersji mobilnej. W dniu wczorajszym w końcu nadszedł ten dzień, gdy Planner został udostępniony w wersji na iPhone. Oczywiście planowane są również odpowiedniki przeznaczone na Androida oraz mobilną odsłonę Windows 10, jednak w tym przypadku żadne daty nie zostały podane. Pomijając już samo wydanie aplikacji na iOS, została ona wzbogacona o nową funkcję, umożliwiającą wyświetlenie wszystkich zadań przydzielonych do użytkownika, oraz łatwą zmianę ich statusu z tego poziomu.

Tak właśnie wygląda Planner w wersji mobilnej

Ukazanie się Plannera na iPhone to z pewnością duży krok naprzód dla tej aplikacji, bowiem dzięki temu nie jest już w takim stopniu ograniczona (użytkownik mógł z niej korzystać dotychczas jedynie w domu/biurze, bądź na laptopie). Jeżeli odbiór przez użytkowników będzie pozytywny, spodziewać możemy się przyśpieszenia rozwoju tejże aplikacji.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Amadeusz Labuda Opublikowano: 19 maja 2017, 13:22 Kategoria: Office 365

Program Microsoft Rewards wystartował w UK

Program Microsoft Rewards, który znany jest także jako Bing Rewards, wystartował obecnie w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu osoby, które korzystają z usług Microsoftu oraz kupują jego produkty, mogą zbierać punkty, które potem można wymienić na różne nagrody.

Jak informuje Microsoft, istnieją tysiące nagród dostępnych dla Ciebie, od muzyki, poprzez aplikacje, loterie i wiele więcej – wszystko od Microsoftu. Gdy już uzbierasz wystarczająco dużo punktów, aby wyhaczyć to, czego chcesz, każda z tych zdobytych nagród wyświetli się i będzie gotowa do odebrania na stronie nagród. Niezależnie od tego, czy wypożyczysz film, kupisz grę czy nowego Surface’a, zyskasz punkty za zakupy w sklepie Windows, Xbox i Microsoft.

Nowy patent Microsoftu

Oprócz zakupów, członkowie mogą również zdobyć punkty za wyszukiwanie i przeglądanie stron internetowych za pomocą wyszukiwarki Microsoft Bing i przeglądarki Edge, będącą równowartością aż do 20 000 funtów rocznie. Ponadto, gigant poinformował, że za każdy wydany funt, użytkownik otrzyma 1 punkt, z tym że Surface Hub jest wyłączony z programu. Oprócz tego już przy pierwszej rejestracji w programie Microsoft Rewards, użytkownik zostanie przeprowadzony przez samouczek, a po jego zakończeniu otrzyma 50 darmowych punktów. Możliwości uzyskania punktów zależą od tego, ile z nich jest dostępnych dla użytkownika, obejmują zaś kody promocyjne Xbox, środki Skype, karty podarunkowe Sklepu Windows, Groove Music Pass, oraz wiele innych. Co więcej, członkowie programu Microsoft Rewards będą mogli również brać udział w losowaniach i konkursach, które są niedostępnie nigdzie indziej.

Program Rewards to ciekawy pomysł na przekonanie do siebie użytkowników, którzy, tak czy owak będą robili to, co robili, tyle że korzystając np. z przeglądarki czy wyszukiwarki Microsoftu. Dzięki temu pasywnie będą mogli otrzymywać punkty, które będzie można wymienić na atrakcyjne nagrody. Co Microsoft będzie z tego miał? Nowych użytkowników, a dokładniej, dane o nich.

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Damian Lisak Opublikowano: 19 maja 2017, 13:07 Kategoria: Firma Microsoft

Polowanie na luki zabezpieczeń w Edge trwa

W kwestii bezpieczeństwa w Sieci nigdy dość pewności. Jest to jeden z powodów, przez które wielkie firmy, takie jak Microsoft, organizują specjalne eventy, podczas których drobiazgowo sprawdzane są zabezpieczenia oferowanych rozwiązań. Zwykle odbywają się one na prostej zasadzie: specjalista bada elementy oprogramowania, jeżeli namierzy lukę umożliwiającą potencjalny atak hakerski, raportuje ją, za co pobiera honorarium. Dziesięć miesięcy temu wystartował program działający na tej zasadzie, dotyczący najważniejszej obecnie przeglądarki giganta z Redmond, zaś kwota jaką wypłacono w ramach nagród przekroczyła już 200 000 dolarów.

Pierwotnym zamysłem było utrzymanie całej akcji w toku do 15 maja 2017, jednak Microsoft zdecydował się przedłużyć termin do 30 czerwca 2017. Zależnie od rodzaju luk w zabezpieczeniach, za zaraportowanie ich można zgarnąć od 1500 do 15 000 dolarów (aczkolwiek w przypadku najwyższej możliwej nagrody, należy spełnić dodatkowe warunki).

Program wyszukiwania luk bezpieczeństwa w Edge ciągle trwa

Inicjatywy tego typu zwykle przynoszą bardzo wymierne korzyści, bowiem firmy których oprogramowanie jest testowane, zmniejszają ryzyko swoich potencjalnych strat finansowych wynikłych z powodu dziur w zabezpieczeniach, zaś specjaliści od pentestingu nie narzekają na brak zajęcia (co w niektórych przypadkach mogłoby się skończyć na ich przejściu na drugą stronę barykady).

SkomentujSkomentuj (0) Redakcja: Amadeusz Labuda Opublikowano: 19 maja 2017, 13:04 Kategoria: Edge

Więcej aktualności...

Najnowsze artykuły