Koniec wsparcia Windows Server 2003 to idealny moment dla dostawców Linuksa

Koniec wsparcia Windows Server 2003 to idealny moment dla dostawców Linuksa

 Krzysztof Kapustka
Krzysztof Kapustka
00:00
03.06.2015
0 komentarzy
1918 wyświetleń

Od zawsze mówiło się, że dobry system operacyjny to system, który wykonując wszystkie swoje zadania jest praktycznie niewidoczny dla użytkownika i pozwala mu skupić się w całości na realizowanej przez niego pracy. Z czasem jednak wykorzystywane przez nas systemy - zwłaszcza te klienckie - zaczęły dominować w tematach związanych z oprogramowaniem, przez co dziś zamiast rozmawiać o sposobach rozwiązywania konkretnych problemów przy użyciu pozyskanych aplikacji, prowadzimy szerokie i niekończące się dyskusje w obszarze najdrobniejszych nawet szczegółów interfejsu użytkownika.

W systemach serwerowych sprawa ta wygląda już o wiele lepiej, jako że administratorzy w zasadzie w ogóle nie przywiązują wagi do tego, w jaki sposób dany system prezentuje swoje wyniki i zapewnia komunikację z użytkownikiem, tylko czy faktycznie robi to, co powinien. Z tego względu w sektorze serwerów popularnością cieszą się nie tylko systemy uniksowe i linuksowe, ale także chwalony zwłaszcza za swoje najnowsze wydania Windows Server, którym to w ostatnim czasie Microsoft stara się na dobre zmienić nasze podejście do administracji firmową infrastrukturą.

Systemów serwerowych, z powodu ich wysokich cen oraz obawy przed naruszeniem integralności bieżącej infrastruktury, nie zmienia się zazwyczaj do zakończenia okresu ich wsparcia, a często nawet pracujące pod ich kontrolą urządzenia działają całe lata już po porzuceniu tego oprogramowania przez producenta. Choć od 2003 roku Microsoft wydał pięć kolejnych wersji produktu Windows Server, nie brakuje dziś na rynku komputerów działających pod nadzorem systemu Windows Server 2003, którego rozszerzone już wsparcie kończy się dokładnie 14 lipca bieżącego roku. Po tej dacie Microsoft nie będzie już świadczył żadnego wsparcia w stosunku do tego produktu, ani też wydawał dla niego żadnych poprawek i aktualizacji, co z czasem może stwarzać dla korzystających z niego firm coraz większe zagrożenie bezpieczeństwa. Przedsiębiorstwa te, a jak pokazują najnowsze statystyki ESG system Windows Server 2003 wykorzystuje ponad 80% dużych i średnich organizacji, będą musiały dokonać migracji swoich skrzynek na nowsze i dużo bardziej bezpieczne rozwiązania. Jak podaje badający rynek IDC, brak rezygnacji z systemu Windows Server 2003 przed zakończeniem rozszerzonego okresu wsparcia stwarzać będzie niepotrzebne i niechciane ryzyko bezpieczeństwa. Brak posiadania bieżącego i wspieranego przez producenta systemu operacyjnego budzi wątpliwości co do spełniania przez taką organizację wymagań stawianych przez poszczególne regulacje prawne, jak również wątpliwości w kwestii możliwości sprostania przez firmę potrzebom pozostałych jednostek biznesowych, partnerów i klientów.

Naturalną koleją rzeczy w przypadku powyższych firm będzie więc dokonanie migracji na nowszy system Microsoftu. I tu pojawia się pewien problem, bowiem administratorzy stoją teraz przed sporym dylematem w kwestii wyboru wersji, do której powinni dokonać uaktualnienia. Przejście na Windows Server 2008 lub jego następcę 2008 R2 wydaje się być już nieopłacalne, bo zanim migracja zostanie ukończona system ten także będzie już przestarzały. Z kolei migracja na aktualne wydanie tego produktu - Windows Server 2012 R2 - wymagać będzie z pewnością wymiany większości wykorzystywanego obecnie sprzętu, co pociągnie za sobą dodatkowe koszty. Jako że tych tak czy inaczej uniknąć się nie da, wiele firm zapewne czekało do tej pory na pojawienie się na rynku Windows Server 10. Niestety jego premiera została dość niespodziewanie przełożona na następny rok, wzbudzając u administratorów spore rozczarowanie i niepewność co do dalszych losów ich przestarzałej infrastruktury. Trzeba przyznać, że to nie tylko niespodziewana, ale też dość ryzykowna decyzja ze strony korporacji, która swoim posunięciem, i to w takim właśnie momencie, zainspirowała swoich bezpośrednich konkurentów do natychmiastowego działania.

Sytuację tę stara się niewątpliwie wykorzystać chociażby firma Red Hat. Przeglądając zagraniczne czasopisma, zwłaszcza te w całości dedykowane rozwiązaniom Microsoft, nie trudno natknąć się na liczne, porozciągane na całe strony reklamy tej firmy, zachęcające do przejścia na rozwijaną przez nich platformę linuksową, w której to bezpośrednim odpowiednikiem produktu Windows Server jest Red Hat Enterprise Linux. Gdyby Red Hat sprzedawał tylko i wyłącznie ten produkt, zapewne w żaden sposób nie mógłby nawiązać konkurencji z firmą Microsoft, której cały ekosystem kręci się wokół usług katalogowych Active Directory. Niestety Red Hat przez ostatnie lata nie próżnował, przez co udało mu się stworzyć i wprowadzić do swojej oferty wiele rozbudowanych narzędzi i usług, będących w większości bezpośrednimi odpowiednikami komponentów ekosystemu korporacji Microsoft. Co więcej, sprzedając swoje oprogramowanie w ramach płatnych subskrypcji, Red Hat zapisał się w historii wolnego oprogramowania jako pierwsza na świecie firma, której roczne zyski ze sprzedaży rozwiązań linuksowych przekroczyły 1 miliard dolarów.

Co więc takiego może zaoferować Red Hat administratorom zmuszonym pozbyć się ze swojego środowiska systemu Windows Server 2003? Jak zostało to przedstawione w jednej z reklam czasopisma Redmond Magazine, dziś, dzięki dostępności nowych aplikacji i platform infrastruktury, organizacje mają znacznie więcej możliwości migracji niż do tej pory. Mimo to jedna czwarta firm planuje dalej korzystać z Windows Server 2003, nawet bez świadczonego przez Microsoft wsparcia. To gotowy przepis na kłopoty. Jeśli korzystasz z Windows Server 2003, możesz zostać przy tej platformie wykładając spore kwoty na aktualizację, ale możesz też przenieść się w przyszłość wykorzystując system Linux. Linux sprawnie działa z najnowszymi innowacjami technologicznymi, wliczając w to usługi Big Data, chmurę i konteneryzację. Jest tak, gdyż wszystkie te innowacje współtworzone są przez środowisko linuksowe. To właśnie dlatego Linux napędza większość nowych środowisk serwerowych.

Najnowszy raport IDC opiera się na studium kosztów i wydajności 21 firm z całego świata, skupiając się przy tym na trzech krytycznych obciążeniach roboczych: sieci, bazie danych i aplikacjach realizujących inteligencję biznesową. Porównywane są tu aplikacje na obu platformach - Windows i Linux. Jak wynika z (sponsorowanego przez Red Hat) raportu, Linux bije Windows na głowę w zakresie wydajności, produktywności, niezawodności i kosztów, co przedstawia się następująco:

  • Lepsza wydajność - Pojedynczy serwer linuksowy obsługuje średnio 118% więcej użytkowników niż Windows, dzięki czemu Linux wymaga mniej zasobów infrastruktury, mniej oprogramowania i mniej czasu poświęconego konserwacji, zapewniając przy tym ten sam poziom wydajności co Windows.
  • Wyższa produktywność - Linux usprawnia wydajność pracowników i tnie koszty ich zatrudniania. Roczne koszty utrzymania pracowników są w przypadku Linuksa niższe o 41%.
  • Rozszerzona niezawodność - Na systemach linuksowych notuje się o 35% mniej godzin poświęcanych na rozwiązywanie problemów zgłoszonych w ramach help desku. Spadki produktywności wynikłe z czasów awarii są niższe na Linuksie o 64%, zaś roczny czas poświęcany na obsługę pojedynczego użytkownika z powodu awarii wynosi dla Linux i Windows odpowiednio 11,1 godzin i 19,8 godzin.
  • Niższy koszt - Roczne koszty infrastruktury serwerowej są w przypadku Linuksa o 29% niższe niż przy korzystaniu z Windows. Co więcej, wdrożenie systemów linuksowych obniża roczny całkowity koszt posiadania (TCO) o 34%, dzięki czemu możliwe jest zaoszczędzenie około jednej trzeciej całego budżetu IT.

Trzeba przyznać, że powyższe liczby robią wrażenie i z pewnością w obliczu bieżącej sytuacji część z klientów co najmniej rozważy możliwość migracji na nową platformę. A co na to Microsoft? Nie mogąc zapewnić swoim klientom łagodnego przejścia do Windows Server 10, do czasu jego wydania korporacja musiała poszukać jakiegoś sposobu na zatrzymanie ich przy sobie. Jednym z opracowanych ku temu rozwiązań była prowadzona w Polsce akcja promocyjna Microsoftu, mająca na celu wychwytywanie firm korzystających ze starych serwerów Windows i oferowanie im bieżącej wersji tego oprogramowania z 10-procentową zniżką, a także nagradzanie najciekawszych zgłoszeń całkowicie nowym sprzętem serwerowym wraz z najnowszym oprogramowaniem. Jak czytamy w opisie akcji, w ramach promocji każdy klient mógł dokonać zakupu od 5 do 250 licencji. I to w zasadzie wszystko, bo Microsoft liczy na to, że nowy Windows Server zdoła obronić się sam. I jeśli tylko administratorzy dogłębnie zapoznają się możliwościami Windows Server vNext, to faktycznie może to wystarczyć, gdyż oprogramowanie to nigdy nie było jeszcze tak dojrzałe i funkcjonalne, jak jego nadchodząca wersja.

Choć wykorzystywanie starych produktów serwerowych aż do samego końca cyklu ich życia jest stosowaną na całym świecie praktyką, to jednak może trochę dziwić, że w obecnym czasie pracują jeszcze w firmach fizyczne maszyny, które nie korzystają z wszystkich dobrodziejstw oferowanych w ramach najnowszych wersji Windows Servera, będącego sercem nowej wizji korporacji Microsoft w zakresie szeroko pojętej platformy chmury. W porównaniu do wygaszanej właśnie wersji znajdziemy tu wiele nowych funkcji i usprawnień w zakresie wirtualizacji, zarządzania, pamięci masowej, sieci, infrastruktury pulpitów wirtualnych, dostępu do informacji i ich ochrony, platformy aplikacji czy platformy sieci web. Kolejne rozszerzenia pojawią się w tym produkcie wraz z wydaniem w przyszłym roku Windows Server 10/2016, który wniesie na platformę Windows wiele dodatkowych funkcjonalności, przede wszystkim w zakresie bezpieczeństwa, możliwości konfiguracji, wirtualizacji, magazynowania oraz zarządzania urządzeniami mobilnymi.


Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się z innymi!

Źródło:

Polecamy również w kategorii Felietony

Komentarze

Skomentuj

Autor