Zamknij komunikat

Nowy Office 2013
Do góry Skomentuj

Microsoft Kin - historia rewolucji, która zjadła własne dzieci

Microsoft Kin - historia rewolucji, która zjadła własne dzieci

Wojciech Błachno
25 marca 2018
696
Odsłony
Wojciech Błachno
25 marca 2018
696
Odsłony

Mylić się, rzecz ludzka

Microsoft od zawsze pragnął dzierżyć pochodnię innowacyjności. Każdy z projektów firmy próbował wprowadzić w życie coś, czego nikt inny wcześniej nie dokonał. Jednak jak to się mówi, w takim przypadku trzeba studzić zapał i patrzeć chłodnym okiem na opłacalność danego przedsięwzięcia. Bardzo łatwo można bowiem znaleźć się w sytuacji, kiedy to próbujemy wynaleźć koło na nowo, a na rynku obecne są już inne, sprawdzone rozwiązania. Ciężko wtedy przekonać do naszej idei użytkowników. Można też bardzo łatwo przekombinować i coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się strzałem w dziesiątkę, w rzeczywistości okazuje się wielką porażką. Ofiarą takich ryzykownych projektów padła chyba każda z wiodących marek - każda z nich ma na swoim koncie jakąś wielką wpadkę. Nie inaczej jest w przypadku Microsoftu, który, szczerze mówiąc, tych porażek ma na koncie ostatnio równie wiele co sukcesów. Dziś przyjrzymy się jednemu, wyjątkowemu projektowi, przy opracowywaniu którego zespół koncepcyjny popłynął tak bardzo, że do dziś nie ma prostej odpowiedzi na pytanie - Co autor miał na myśli? Przedstawiamy Microsoft Kin.

It's Time to Share

Zobacz pierwszy, polub pierwszy, udostępnij pierwszy - bądź pierwszy!

Rok 2010 - bezzałogowy wahadłowiec X-37 wrócił z pierwszej misji kosmicznej, w Dubaju otwarto najwyższy budynek świata - Burdż Chalifa, w Zatoce Meksykańskiej spłonęła platforma wiertnicza Deepwater Horizon, powodując ogromną katastrofę naturalną, a Justyna Kowalczyk po raz pierwszy wygrała Tour de Ski. O wszystkich tych wydarzeniach ludzie na całym świecie dzielili się w mediach społecznościowych - na Twitterze, MySpace oraz na Facebooku, który właśnie w tym roku skończył 6 lat. Rewolucja social media, zapoczątkowana parę lat wcześniej, rozwija się po dziś dzień, a jej końca nie widać. Wtedy też media społecznościowe zdominowane były przez młodych ludzi w przedziale wiekowym mniej więcej 15-30 lat - teraz te granice zostały znacznie rozciągnięte. Microsoft postanowił stworzyć uniwersalne narzędzie, skierowane właśnie do tej grupy użytkowników, które pozwoliłoby im mieć pod kontrolą social media 24/7 i być w kontakcie ze znajomymi cały czas. Urządzenie to miało maksymalnie uprościć komunikację oraz dzielenie się wrażeniami, wspomnieniami i informacjami. Owocem realizacji tej idei był właśnie Microsoft Kin.

Microsoft Kin Two

It's time to share!

Wszystko było dopracowane i przemyślane - projekt obudowano ogromną machiną marketingową, tworząc wokół niego historię mającą zachęcić do zakupu. Projekt Pink, bo tak brzmiała kodowa nazwa Kin, zaczął powstawać przy wsparciu przejętej przez Microsoft firmy Danger - twórcy niezmiernie popularnej niegdyś linii telefonów Sidekick. Kin, podobnie jak Sidekick, miał być idealnym narzędziem do komunikacji ze znajomymi. Wszystko dzięki wbudowanym w oprogramowanie rozwiązaniom komunikacyjnym opartym na chmurze, oraz wygodnej, fizycznej klawiaturze QWERTY. Tuż przed premierą Microsoft rozesłał do wybranych reporterów zaproszenie na tajemnicze wydarzenie, które miało odbyć się 12 kwietnia 2010 roku w San Francisco. Na owym zaproszeniu widniał napis - It's time to share - "To czas dzielenia się". Sam event został zorganizowany w klubie nocnym Mighty, co miało prawdopodobnie podkreślić, jak bardzo cool jest urządzenie ukryte pod nazwą Pink. Promocji urządzeń towarzyszyły liczne reklamy, które spotkały się również z krytyką za zbyt swobodne (lub jak niektórzy twierdzą - realistyczne) ujęcie młodzieżowych relacji. Taki miał być Kin - prosty, bezpośredni, spontaniczny i pozwalający na szybką reakcję. W teorii taki był, jednak w momencie premiery nie był on w zasadzie już nikomu potrzebny. Był to projekt skazany na porażkę, czego niestety nie widzieli jego twórcy.

48 dni wstydu

Cała ta olbrzymia machina marketingowa nie zadziałała, a urządzenie zostało wycofane po - bagatela - 48 dniach od jego premiery. Jest to do dziś jeden z rekordowych wyników pod względem najkrótszego życia urządzenia. Ale co w zasadzie tutaj nie zagrało? Problemów jest kilka. Postaram się je wymienić i omówić, aby wskazać przyczyny tej okropnej porażki.

Zacznijmy jednak od szczegółowego omówienia idei Microsoft Kin. Jak już wspomniano, targetem Kin byli młodzi ludzie, którzy przywykli do korzystania z social media. Dostęp do Internetu był już wtedy powszechny i wykorzystywany właśnie do interakcji międzyludzkiej. Dlatego też Kin był tak zaprojektowany, aby dostęp do sieci był stały i nieprzerwany - tak, aby jego użytkownik nigdy nie stracił połączenia ze swoja siecią znajomych, by był zawsze pierwszy. Jednak sekret tkwił również w usługach chmurowych, które działały w oparciu o usługę Kin Studio - portal dostępny z poziomu przeglądarki, z którym automatycznie synchronizowane były wszystkie materiały z urządzenia Kin - zdjęcia, wideo, wiadomości - mieliśmy do nich dostęp wszędzie i zawsze.

W dniu premiery zaprezentowano dwa modele urządzenia:

Kin One

Microsoft Kin One

Urządzenie opracowane pod nazwą kodową Turtle - żółw, co miało pewnie odzwierciedlać jego wygląd. Zdecydowanie wyróżniało się ono owalnym designem, który przypominał nieco zamkniętą muszlę. Kin One posiadał skromnych rozmiarów ekran o rozdzielczości 320x240 pikseli, kamerę 5 megapikseli i 4GB wbudowanej pamięci.

Kin Two

Microsoft Kin Two

Droższa wersja Kin różniła się od mniejszego brata konstrukcją, która była zdecydowanie bardziej konserwatywna. Klawiatura była wysuwana horyzontalnie, a wyświetlacz o przekątnej 3,4 cala wyświetlał obraz o rozdzielczości 480x320. Two, w odróżnieniu od mniejszego brata, posiadał dwa razy więcej wbudowanej pamięci (8GB) i lepszy, 8 megapikselowy aparat fotograficzny, który był zdolny nagrywać filmy w 720p, oraz głośniki stereo.

Oba urządzenia pracowały pod kontrolą procesora Nvidia Tegra o taktowaniu 600 MHz, posiadały 256 MB pamięci operacyjnej, obsługiwały Bluetooth 2.1 oraz GPS. Ten ostatni był kluczowym elementem, bowiem każda fotografia wykonana aparatem Kin posiadała geotag. System, pod kontrolą którego pracowały wzmiankowane urządzenia to autorski KIN OS oparty na Windows CE. Od strony wizualnej przypominał on to, co potem poznaliśmy przy okazji Windows Phone 7 - bazował on na systemie kafelków. Było to w zasadzie jedno z pierwszych kontaktów z kafelkami Microsoftu, które zostały z nami już na dłużej.

Microsoft Kin Two Interface

Pomysł na interfejs systemu operacyjnego był bardzo ciekawy. Jako że Kin miał w założeniu służyć do komunikacji, każda jego cecha była zorientowana właśnie na ten aspekt. Od klawiatury QWERTY aż po poszczególne elementy systemu. Przy pierwszym uruchomieniu system dawał nam możliwość połączenia z takimi portalami jak MySpace, Twitter czy Facebook w celu pobrania listy naszych znajomych. Ekran główny urządzenia dzielił się na trzy mniejsze ekrany. Na środkowym wyświetlane były najświeższe statusy naszych znajomych ze wszystkich podpiętych portali, które były aktualizowane co 15 minut, non stop. Po prawej znajdowała się lista naszych znajomych, a po lewej lista wszystkich dostępnych aplikacji. Natomiast na środku każdego ekranu, u jego dołu, zawsze dostępna była malutka kropka - punkt. Był to tak zwany Dot, który pełnił rolę bufora do udostępniania dowolnych treści. Jeśli chcieliśmy cokolwiek udostępnić naszym znajomym, obojętnie, czy to zdjęcie, film, muzyka, strona internetowa czy kontakt, wystarczyło przeciągnąć dany element w miejsce kropki.

Kin Studio

Kin Studio było kolejnym, tak zwanym killer feature tego urządzenia i w zasadzie jedną z jego niewielu jasnych stron. Wszystko sprowadzało się do stałej synchronizacji zawartości telefonu z tą sieciową, bazującą na chmurze usługą. Strona dostępna z przeglądarki działała w oparciu o technologię Microsoft Silverlight i naprawdę mogła imponować. Kolorowy, pełen animacji interfejs służył do wygodnego zarządzania zawartością. Mieliśmy dostęp do naszych zdjęć, muzyki, wiadomości wprost z poziomu przeglądarki. Nawigować mogliśmy za pomocą wygodnej linii czasu, a wszystkie treści były oznaczone markerem czasowym i lokalizacyjnym, co teraz jest już standardem, lecz 8 lat temu było czymś naprawdę imponującym. Nikt inny nie zapewniał wtedy tak wygodnej i płynnej synchronizacji danych z komputerem.

Ważnym elementem Kin był jego odtwarzacz muzyki, którego rolę pełnił Zune - platforma multimedialna obsługiwana przez komputery, konsole oraz przez autorską serię odtwarzaczy Microsoft Zune. Miały one stanowić konkurencję dla iPodów. Interfejs odtwarzacza pozostał w niezmienionej formie i był w zasadzie jego bezpośrednim portem. W identycznej formie został on zresztą zaimplementowany również w Windows Phone 7.

Microsoft Kin Two

Źródło: anandtech.com

Jako że urządzenia, jak już wspomniano, miały się wyróżniać pod każdym względem, Microsoft zadbał również o tak prozaiczny element jak ich opakowanie. Cylindryczne pudełko, przypominające takie, w którym kupimy drogą butelkę whisky, z pewnością wyróżniało się na tle klasycznego, prostopadłościennego wzornictwa konkurencji. W środku, poza standardową papierologią, znajdował się opatrzony marką Kin zestaw słuchawkowy oraz ładowarka z kablem microUSB.

Co poszło nie tak?

HTC HD2

Okej, w założeniu to mogło się udać. W takim razie dlaczego tak się nie stało? Jaka była przyczyna tej wielkiej porażki, jaką był Kin? Z perspektywy czasu wyjaśnienie wydaje się być oczywiste. W chwili, gdy Kin został zaprezentowany, rozpędu nabierała właśnie era smartfonów. Może nie bezpośrednią, ale jednak konkurencją stały się dla Kin takie urządzenia jak iPhone 4, Nokia N8 i E7, Samsung Galaxy S czy HTC Desire. Praktycznie każdy z wyżej wymienionych telefonów przewyższał Kin praktycznie pod każdym względem. Natomiast z rozwiązań bliższych Microsoftowi od kilku miesięcy w sprzedaży dostępny był legendarny już telefon HTC HD2 z Windows Mobile 6.5 i nakładką HTC Sense na pokładzie.

Nokia E7

Tak więc jako coś, co aspirowało w jakimkolwiek aspekcie do miana urządzenia smart, Kin nie miał najmniejszych szans na sukces. Konkurencyjne urządzenia z Androidem, nowszymi wersjami Symbiana, a nawet mocno zmodyfikowanym Windows Mobile, zapewniały to samo co Kin, a często nawet więcej. Za dużo niższą cenę i bez konieczności wiązania się umową z operatorem. W całej swojej ambitnej idei Kin był więc bardzo, ale to bardzo ograniczony. Po pierwsze nie pozwalał na instalowanie jakichkolwiek aplikacji - użytkownik był skazany na to, co dostawał out of the box. Przeglądanie Internetu było możliwe, bowiem Kin posiadał wbudowaną przeglądarkę. Jednak cóż z tego, skoro nie obsługiwała ona Flasha, co wówczas naprawdę utrudniało komfortowe przeglądanie sieci. Obsługa portali społecznościowych za pomocą wbudowanych w system widgetów była również bardzo ograniczona. Kin nie powalał też jakością wykonania - wszechobecne tanie plastiki i ogólne gabaryty obu urządzeń na pewno nie wpłynęły pozytywnie na ich odbiór. Często spotykane były również problemy z mało solidnym mechanizmem wysuwania klawiatury - zbyt gwałtowne jej zamknięcie mogło powodować wyłączenie telefonu.

Microsoft KinOne

Niewypałem okazał się też cały plan marketingowy. Wąskie ukierunkowanie urządzenia na jedną, konkretną grupę wiekową i społeczną zamykało przed nim wiele drzwi - zainteresować się nim mógł w zasadzie tylko hipster-masochista. Co więcej, sztandarowa funkcja urządzeń Kin, czyli synchronizacja danych z Kin Studio wymagała stałego dostępu do Internetu. Wszystko by było ok, gdyby Microsoft dawał taki dostęp za darmo, w cenie urządzenia. Ale nie, użytkownicy byli zmuszeni płacić niemałe sumy operatorowi (w tym przypadku był to Verizon) za pakiet danych. Bez tego Kin był, delikatnie rzecz biorąc, upośledzony, co zresztą stało się smutnym faktem po wyłączeniu usług sieciowych Kin oraz Kin Studio w 2011 roku. Aby choć nieco uratować beznadziejną już sytuację, Microsoft wypuścił specjalną wersję Kin ONEm i Kin TWOm - okrojone z funkcji społecznościowych urządzenia, które pełniły już wtedy rolę zwykłego telefonu.

Tak więc Microsoft władował w ten projekt miliony dolarów tylko po to, by po zaledwie 1,5 miesiąca wrzucić go głęboko do kosza. To się nie mogło udać, choć idea była szczytna. Osoby odpowiedzialne za Microsoft Kin miały chyba na nosie nieco za duże, różowe okulary. Po co użytkownikowi jedynie komunikator, skoro jego rolę może równie dobrze pełnić normalny smartfon? Urządzenie, na którym uruchomimy tysiące różnych aplikacji i możemy komfortowo przeglądać sieć. Poza tym te nieliczne czynności, które Kin potrafił wykonywać, wykonywał w zasadzie źle. Nie mogę się też pozbyć wrażenia, że korzystanie w 2010 z urządzenia takiego jak Kin, było po prostu obciachowe. Wbrew temu, do czego chciały nas przekonać jego reklamy.

Windows Phone 7 - tym razem się uda

Windows Phone 7

Równolegle z projektem Kin, Microsoft rozwijał swój pełnoprawny mobilny system operacyjny Windows Phone 7, do pracy przy którym został oddelegowany później zespół Kin. Czerpał on garściami z idei narzędzia społecznościowego, które skupia się na człowieku i jego relacjach z innymi. Lecz tym razem oferta urządzeń była bogata, a sam system posiadał większość zalet Kin, nie podzielając jednak jego największych wad. Windows Phone 7 był systemem dużo bardziej wszechstronnym i to mimo jego początkowych ograniczeń względem konkurencji. Tutaj szansa na sukces była naprawdę realna - niestety tym razem również coś poszło nie tak. Lecz to jest już zupełnie inna historia.

Zobacz również

Komentarze

Nie napisano jeszcze ani jednego komentarza. Twój może być pierwszy.

Dodaj swój komentarz

Zasady publikacji komentarzyZasady publikacji komentarzy

Redakcja CentrumXP.pl nie odpowiada za treść komentarzy publikowanych na stronach Portalu
i zastrzega sobie prawo do usuwania wypowiedzi, które:

  • zawierają słowa wulgarne, obraźliwe, prowokujące i inne naruszające dobre obyczaje;
  • są jedynie próbami reklamowania stron internetowych (spamowanie poprzez umieszczanie linków);
  • przyczyniają się do złamania prawa bądź warunków licencyjnych oprogramowania (cracki, seriale, torrenty itp.);
  • zawierają dane osobowe, teleadresowe, adresy mailowe lub numery GG;
  • merytorycznie nie wnoszą nic do dyskusji lub nie mają związku z tematem komentowanego newsa, artykułu bądź pliku.